Po co nam cierpienie ?

  Bóg nie stworzył nas po to, byśmy cierpieli. Naszym powołaniem jest wieczne szczęście, radość, miłość. To jest nasz cel – życie w raju, w którym nie ma łez, nienawiści, okrucieństwa.

   Tutaj jednak jest tak wiele bólu, smutku, wojen. Chyba niemal każdy człowiek kiedyś chorował, lub doświadczy tego. Odkąd pamiętam także spotykałam się z różnymi dolegliwościami czy to natury fizycznej, czy to duchowej. Dlaczego więc na świecie jest tak dużo udręki i męczarni? Jak już wspomniałam w jednym z poprzednich tematów, powodem wszelkiego zła jest ten, który sprzeciwił się dobru i wybrał ciemność. Doprowadził pierwszych ludzi do tego, że nie posłuchali głosu Boga, a jego głosu. Teraz wszyscy ponosimy tego skutki. Jesteśmy obciążeni grzechem pierworodnym i na ziemi nie ustają ból oraz cierpienie. Dlatego tak wiele ludzi cierpi, nie mając w tym swojej winy. Jest to cierpienie niezawinione. Bo jaką odpowiedzialność za swoją chorobę może ponosić małe dziecko? I nie tylko dzieci, ale każdy człowiek, który nie niszcząc swojego zdrowia zapada nagle na wyniszczającą przypadłość. Jaką winę ponosi dziecko, gdy jego rodzice piją, biją. Może sami mieli takich rodziców a teraz powielają ich przykład…Czasem mąż/żona odchodzą bez powodu, matka traci swoje jeszcze nienarodzone dziecko…

   Skutkiem zła nie jest tylko cierpienie fizyczne, ale też te niewidzialne – w naszym sercu, umyśle. Ludzie są często zamknięci na innych, boją się zaufać, otworzyć, powoduje to, że każdy żyje w swoim świecie, często samotnym pragnącym obecności drugiego, ale niedostępnym dla innych, przez wewnętrzne blokady.. Samotni, pozostawieni, zdradzeni małżonkowie, rodzice, dzieci, przyjaciele…Jest wiele chorób psychicznych, duchowych, które nagle spadają na człowieka: nerwice, depresje, schizofrenie, utrata pamięci…Cierpieniem może być też prześladowanie, wyzwiska, krytyka, poniżanie przez innych, niedopasowanie, bycie ,,innym,,.

   Z moich subiektywnych przemyśleń mogę wyciągnąć wnioski, że oprócz głównej przyczyny zła na świecie (diabła) są jeszcze inne powody, jakby podpunkty nieszczęść, które nas spotykają. Jest to cierpienie zawinione przez nas. Jako osoby, które już z racji pierwszego grzechu mamy skłonność do popełniania błędów, często nie umiemy odróżnić dobra od zła, tego co może być dla nas pożyteczne, od tego co nas krzywdzi. Zamiast zgodny w małżeństwie wybieramy zdrady, odejścia. Niszczymy swoje dzieci, rodziców, sąsiadów, znajomych. Nadużywamy alkoholu, narkotyków, niezdrowego jedzenia. Doprowadzamy swój organizm do nadmiernej otyłości lub zagładzamy się na śmierć. Wywołujemy wojny, strzelamy do siebie, zrzucamy bomby i przekleństwa. Na świecie panuje niesprawiedliwy podział pieniędzy, przez co wiele ludzi głoduje, nie ma pracy…Ludzie prowadzą po wypiciu alkoholu, a potem mają pretensje do Pana Boga, że ulegli wypadkowi… Myślę, że czasem warto zapytać się siebie, czy aby na pewno gdzieś we mnie nie leży przyczyna takiego a nie innego stanu? Przykładowo – czy przyczyną bólu brzucha nie jest jakaś potrawa, którą ciągle jem, a którą zabronił mi spożywać lekarz? Czy ludzie odsuwają się ode mnie, bo jestem opryskliwy/a , niemiły/a… Takie cierpienie może wiązać się z naszym osobistym grzechem. Jeśli ktoś żyje nagminnie w nieczystości, żyje w związku niesakramentalnym, przystępuje do świętokradzkiej Komunii, notorycznie kłamie, odwiedza wróżkę, ćwiczy jogę, korzysta z porad energoterapeutów, dokonał aborcji. Wszystkie niewyspowiadane grzechy mogą skutkować cierpieniem, być w pewnym sensie ,,karą,,. Może trzeba zadać sobie pytanie, czy żyję zgodnie z przykazaniami Boga, czy nie ma nigdzie w moim życiu jakiegoś ,,przecieku,, zła?

jesus-1068761_960_720

   Cierpienie jako sposób naszego nawrócenia, zwrócenia naszego spojrzenia na to co najważniejsze. Czasem trudne momenty w naszym życiu stają się jednocześnie przełomem i początkiem czegoś nowego. Tak było w moim przypadku. Wewnętrzna pustka i brak sensu swojej egzystencji stało się nowym początkiem, stało się początkiem życia z Bogiem. Nie mogąc wytrzymać wewnętrznej udręki zwróciłam się do Niego. Gdybym miała cudowne, piękne, bogate życie może moja zażyłość z Bogiem byłaby tylko letnia, jak wielu ludzi…Dlatego sądzę, że czasem choroba może być zwrotem, próbą otworzenia oczu na inne sprawy. W takim razie czy cierpienie uszlachetnia? Myślę, że jednak nie do końca. Jest wiele jego różnych odmian. Słyszałam o ludziach, którzy nie mogąc już wytrzymać swojego bólu wyskakiwali przez okna szpitalne. Jak bardzo musieli cierpieć, jaki to musiał być ogrom dolegliwości, że skłoniło ich to do takiego czynu. Czy w chwili takiej katuszy człowiek może myśleć o uzdrawiającej sile swojej choroby? Trudno mi na to odpowiedzieć, ponieważ nie cierpiałam jak ci ludzie, a łatwo jest oceniać kogoś z boku, za coś czego samemu nie doświadczyło się.

   Bóg jako nasz Ojciec ćwiczy nas, uczy, jak nasi ziemscy rodzice. ,,Kogo Bóg miłuje tego krzyżuje,,. Oczywiście Bóg kocha wszystkich najmocniej jak tylko można i nie zsyła na nas krzyży, żebyśmy potem nie mogli ich dźwigać. Bardziej przemawia do mnie wytłumaczenie, że Ojciec jest jak rodzic, że czasem przez ból trzeba dojść do prawdy, rozwinąć się i dojrzeć. To jak w pewnym sensie inicjacja ku mądrości..Bardziej przemawia do mnie właśnie taka postawa matki czy ojca:,,Synu mój, nie lekceważ karania Pana, nie upadaj na duchu, gdy On cię doświadcza. Bo kogo miłuje Pan, tego karze, chłoszcze zaś każdego, którego za syna przyjmuje. Trwajcież w karności! Bóg obchodzi się z wami jak z dziećmi. Jakiż to bowiem syn, którego by ojciec nie karcił?,, (Hbr 12, 5-8) . Być może ma to na celu wydobycie z nas najlepszych naszych cech, wyrywanie ze szponów zła, grzechu, naprowadzanie na prawidłową drogę, z której ciągle zbaczamy. Borowanie zęba boli, ale potem może nam jeszcze służyć przez wiele lat.

   Wreszcie powodem naszego cierpienia może być próba. Najlepszym tego przykładem jest oczywiście dobrze znany Hiob. Szatan kusi człowieka na wszelkie sposoby, żeby odciągnąć nas od Boga, nieustannie oskarża ludzi przed naszym Ojcem próbując udowodnić, że jesteśmy nic nie warci, a bez dobrodziejstw, którymi nas obdarza na pewno nie będziemy za Nim szli. Bóg zgodził się, żeby szatan ograbił tego sprawiedliwego człowieka ze wszystkiego co miał. Jaka była odpowiedź Hioba ? ,,Hiob wstał, rozdarł swe szaty, ogolił głowę, upadł na ziemię, oddał pokłon i rzekł: «Nagi wyszedłem z łona matki i nagi tam wrócę. Dał Pan i zabrał Pan. Niech będzie imię Pańskie błogosławione!» W tym wszystkim Hiob nie zgrzeszył i nie przypisał Bogu nieprawości.,, (Hi 1, 20-22). Nie dał się skusić diabłu, nie przeklął Boga, za to co się stało. Można powiedzieć, że wygrał tą bitwę z szatanem, pokazał, że nie jest uzależniony od rzeczy materialnych, że dla niego najbliższy jest Bóg. Pan obdarzył go za to jeszcze większymi dobrami. Czy i my czasem w swoim życiu nie mamy takich prób? Bóg ich dla siebie nie potrzebuje, ponieważ przenika nas i zna doskonale nasze serca, wie co w nich jest. To jest potrzebne dla nas samych – żebyśmy zobaczyli co jest dla nas najważniejsze, co lub kto jest naszym bożkiem. Czy pomimo cierpienia jesteśmy dalej w stanie iść za Nim? Czy pomimo tego, że stracimy to co do tej pory kochaliśmy będziemy szli za Bogiem? Jeśli tak, może się okazać, że na dalszej drodze czeka nas jeszcze coś większego, jeszcze coś wspanialszego.

   Czy w takim razie można powiedzieć, że cierpienie ma sens? Na pewno choroba sama w sobie nie ma żadnego sensu, jest naszym przekleństwem i czymś, czego człowiek nie powinien pożądać. W średniowieczu panowała moda, żeby biczować siebie, nosić włosiennicę i inne praktyki. Życie codzienne jednak dostarcza wystarczającej ilości zmartwień, żeby jeszcze ich sobie nakładać.

   Dlaczego grzeszymy, dlaczego cierpimy ? Bo utraciliśmy Miłość, największą Miłość, od której wyszliśmy. Jeśli dziecko utraci swą matkę także cierpi i płacze, bo oderwali je od kogoś, od kogo było uzależnione. My zaś jesteśmy zespoleni z kimś znacznie większym niż matka. Po grzechu nasze relacje są zaburzone, nie potrafimy kochać tak jak powinniśmy i cierpimy na różne sposoby… Zostaliśmy powołani do Miłości i więzi z Bogiem i z ludźmi. I tylko to może nam dać szczęście. Po grzechu pierworodnym szukamy wielu innych zastępczych rzeczy, które nas nie zapełnią i nie zaspokoją. Szukamy tej Miłości w toksycznych relacjach, w używkach, pracy, pieniądzach, modzie.

clouds-806639_960_720

   Odrywanie od grzechu też boli, od naszych złych skłonności, od nawyków i błędów. To wiąże się z cierpieniem. Dlatego nasze drogi to drogi krzyżowe.

   Cierpienie nabiera sensu dopiero w połączeniu z cierpieniem Jezusa, z Miłością. Jezus wszedł w cierpienie, w śmierć i pokazał, że nawet tam może być ŻYCIE. I tylko wtedy możemy mówić o jakimkolwiek znaczeniu cierpienia – w połączeniu z miłością, z ufnością w Boga, z całkowitym oddaniem się Jemu. Tak wielu świętych chciało cierpieć, podziwiało krzyż, całowało go, ale nie był to masochizm, tylko dziecięca ufność w Miłosierdzie, w Miłość Boga i Zbawienie. Było to celebrowanie mocy Boga nawet w ludzkiej słabości i chorobie.

   Nasza wiara nie jest religią o cierpieniu, nie do tego zostaliśmy stworzeni. Cierpienie może być tylko środkiem do celu. Nigdy nie jest celem samym w sobie, ani wartością samą w sobie. Bóg jednak i z choroby może wyciągnąć dobro.

   Jezus cierpiał na krzyżu, zbawienie przyszło w ten sposób. Naśladując Jego często jesteśmy także nie tylko obserwatorami ale ,,udziałowcami,, tej samej drogi.

   W cierpieniu musimy kierować się ku Jezusowi, pamiętać o naszym celu ostatecznym, o tym, że powrócimy do raju utraconego, że będziemy kochać i radować się wiecznie. Cierpienie w końcu będzie miało swój kres.

   Jest jeszcze wiele tajemnic i niewiadomych, mam nadzieję, że wszystkiego dowiemy się po śmierci.

Reklamy

8 thoughts on “Po co nam cierpienie ?

  1. Cierpienie jakby..nie trwa wiecznie, jeśli jest formą ukształtowania nas, testu. W oczach wiary cierpienie jest łaską, jakby na to nie patrzeć. Jeżeli się „trafia” przyjmijmy go. Godnie i odważnie. Nie warto uciekać. Cierpienie rodzi też, nie rzadko, dobre owoce. Dojrzewamy, wzmacniamy się, odnajdujemy Boga, dystansujemy się do świata, nabieramy świadomości swojej niewystarczalności itd. Do cierpienia trzeba zawsze dołączyć zaufanie. Bez wiary, cierpienie nie ma żadnego sensu. Tylko w niej odnajdziemy jego wartość.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Nie ogarniemy całości. Warto zaufać..i poczytać biografie świętych. Oni wszyscy to męczennicy..ratując świat z grzechu, którego coraz więcej. Rzeczywistość duchowa jest tak obszerna, że brak słów. Chcemy-nie dzieje się. Nie chcemy- dzieje się.. I bądź tu mądry :):)

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s