Tak jak dzieci z Bullerbyn

   Pisałam o pięknie pójścia za Jezusa, żeby jednak nie było, że moja droga usłana jest różami dziś opiszę, że w życiu bywają różne trudności i wewnętrzne sprzeczności.

   Po grzechu pierworodnym w świecie szerzy się zło. Nikt nie jest od tego wolny. W każdym jest coś i z dobrej, i z tej gorszej natury.

   Drzemią w nas obie siły. Kwestia tego, której z nich pozwolimy górować w naszym życiu. Codziennie życie podsuwa różne wybory, czasem wystarczy chwila, żeby zabłądzić. Świat pokazuje zazwyczaj rozwiązania najprostsze, niekoniecznie dobre. Wartości kościoła ciągle są wyśmiewane, krytykowane i uznawane jako staroświeckie i przeznaczone dla jakiegoś niepełnosprawnego, ciemnego ludu. Dla tych, którzy nie mają własnego zdania i muszą ślepo podążać za tym co nam księża dyktują. Jest wprost przeciwnie. To świat próbuje narzucić nam wartości, które są dla nas szkodliwe, trujące i niszczące. Ciężko jest odróżnić, które idee są wartościowe, a które mogą być dla nas złe .Jedną z odpowiedzi daje nam sam Jezus. Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Poznacie ich po ich owocach. Czy zbiera się winogrona z ciernia, albo z ostu figi? Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo wydać złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych owoców. Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone. A więc: poznacie ich po ich owocach. (Mt 7, 15-20).

   To co przynosi nam pokój ducha, radość, szczęście, miłość będzie działaniem dla nas korzystnym, rozwijającym. To zaś, co będzie wiązało się z lękiem, agresją, zazdrością, zawiścią może nas ściągać w dół. Czasem uparcie trzymamy się pewnych rzeczy, związków, pracy, które niszczą nas od wewnątrz, nie dają poczucia spełnienia tylko ciągłe frustracje. Jednak my ślepo wierzymy, że jest to dla nas dobre i nie rezygnujemy. Potem w naszym życiu spotykają nas jakieś nieszczęścia.

   Jednak człowiekowi wcale nie jest tak łatwo zrezygnować ze starych upodobań i przywiązań. Diabeł codziennie nas kusi do złego, podpowiada w najróżniejsze sposoby jak zgrzeszyć i robi wszystko, żeby odwrócić i zniechęcić nad do dobra.

   Mogę śmiało powtórzyć za św. Pawłem: ,,Jestem bowiem świadom, że we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro; bo łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać – nie. Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę. Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale grzech, który we mnie mieszka. A zatem stwierdzam w sobie to prawo, że gdy chcę czynić dobro, narzuca mi się zło. Albowiem wewnętrzny człowiek [we mnie] ma upodobanie zgodne z Prawem Bożym. W członkach zaś moich spostrzegam prawo inne, które toczy walkę z prawem mojego umysłu i podbija mnie w niewolę pod prawo grzechu mieszkającego w moich członkach. Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała, [co wiedzie ku] tej śmierci? Dzięki niech będą Bogu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego! Tak więc umysłem służę Prawu Bożemu, ciałem zaś – prawu grzechu”.

   Tak samo, jak on czuję, że toczy się we mnie walka między dobrem i złem, między wzniesieniem się ponad swoje ,,ego,, , ponad swoją dumę a chęcią postawienia na swoim…Nie zawsze wygrywa we mnie Jezus, nie zawsze potrafię zapomnieć o swoim ,,ja,, i nadstawić drugi policzek. Czasem uparcie obstawiam przy swoim, jakby to była jakaś rzecz ostateczna. Stary człowiek wciąż we mnie jeszcze jest i próbuje wychodzić na wierzch, nieraz żałuję, że uległam jakiejś słabości, lub powiedziałam coś niepotrzebnego.

   Nieraz czuję, że chcę zrobić jakieś dobro, a jestem blokowana. Innym razem jakaś niedobra siła wręcz pcha do zrobienia złego. To jest walka na śmierć i życie, na śmierć i wieczność. Wystarczy ulec jakieś emocji a już odwracam się od Boga, wystarczy, że coś nie pójdzie po mojej myśli, a już jestem zła, nerwowa…Jak szybko można człowieka wyprowadzić z równowagi. Nieraz modlimy się godzinami, jeździmy na rekolekcje, by w w minutę wszystko zatracić. Jednak, czy ,,opieraliśmy się aż do przelewu krwi, walcząc przeciw grzechowi,,? Czasem trzeba aż takiej bitwy, żeby wygrać.

   Wydaje mi się, że im człowiek idzie wyżej na drodze duchowej i chce poznawać, i zbliżać się do Boga tym bardziej diabeł kusi. Więcej doświadcza pokus, złego, bo diabeł nie chce żebyśmy szli ku światłości, ale do ciemności za nim. Zaczyna się prawdziwa walka między dobrem a złem. Czy walczę o swoją czystość myśli, słowa, czynu ? Czy pozwalam sobie na grzech, rozpustę duchową?

   Chciałabym być czysta, niewinna, nie mieć tej zmazy grzechu pierworodnego, czuć się całkowicie wolna. Zamiast tego jest las pokus, rzeka złości, narzekania, nerwów, a tak mało i skąpo tej pełnej nadziei wiary i miłości. Wciąż za mało, wciąż brakuje, wciąż tęsknię…

   Ciężko mi uwierzyć w ideał katolika, który potrafi być zawsze uśmiechnięty, nigdy nie ulega pokusom, nie ma wyrzutów sumienia, żalu…

   Mój stan ducha czasem określa piosenka Hurtu ,, Załoga G,, :

,,Miewam nieczyste intencje
Łamię własne zasady
Jestem niekonsekwentny
Drażliwy i nieznośny
Nie potrafię słuchać
A sam bez przerwy gadam
Jak bym istniał tylko ja
A światem rządził szatan

Chciałbym być zawsze niewinny i prawdziwy
Chciałbym być zawsze pełen wiary i nadziei
Tak jak Bolek i Lolek
Tytus Romek i Atomek
Dzieci z Bullerbyn
Tomek na tropach Yeti
Tak jak król Maciuś pierwszy
Asterix i Obelix
Jak załoga G
McGywer i Pipi.,,

   Pomimo wszystko nigdy nie zapominajmy, że nawet jeśli przegramy 100 bitew z diabłem, to całą wojnę mamy wygraną. Jezus pokonał śmierć, grzech, zło. Diabeł wie, że jego dni są policzone, że ma coraz mniej czasu, żeby zabierać dusze, dlatego jego metody i techniki będą coraz bardziej sprytne. Ale Jezus Zmartwychwstał, zwyciężyliśmy. Jeśli tylko nie będziemy chcieli zło nie będzie nad nami górować, nawet jak jesteśmy otoczeni naszymi słabościami i ułomnościami, nawet jeśli wydaje się, że nie potrafimy wyrwać z siebie żadnego grzechu. Takimi nas Bóg kocha i codziennie zaprasza do podejmowania drogi razem z Nim. Liczy się nasza postawa, nasze serce, nasze chęci i intencje. Codzienne powstawanie z grzechu i codzienne pójście za Jezusem ku wieczności.

   Na koniec zacytuję św. Faustynę, która pomimo wewnętrznej walki nie poddała się, ale tym bardziej ufała Ojcu: ,,Zaczynam dzień walką i kończę go walką, zaledwie się uprzątnę z jedną trudnością, to na jej miejsce powstaje dziesięć do zwalczenia, ale nie martwię się tym, bo wiem dobrze, że to jest czas walki, a nie pokoju. Kiedy ciężkość walki przechodzi siły moje, rzucam się jak dziecię w objęcia Ojca niebieskiego i ufam, że nie zginę. O Jezu mój, jak bardzo jestem skłonna do złego i to mnie zmusza do ustawicznego czuwania nad sobą, ale nie zrażam się niczym, ufam łasce Bożej, która w największej nędzy obfituje,,. (Dz 606).

Reklamy

One thought on “Tak jak dzieci z Bullerbyn

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s