,,Świedectwo uzdrowienia i uwolnienia,,

Kolejne świadectwo napisane przez Jerzego. Jest to historia o tym jakie skutki mogą nieść za sobą przekleństwa międzypokoleniowe. Nie są to żarty ale prawdziwe działanie złego ducha. Ku przestrodze.

,,Odbyłem służbę wojskową 2 lata z najlepszą możliwą kategorią zdrowia A-1. Po założeniu rodziny zaczęły występować u mnie choroby przewlekłe niewiadomego pochodzenia i trudne do zdiagnozowania. Nie działały na nie żadne antybiotyki ani inne leki czy zioła. Bardzo silny ból gardła i krtani, bardzo długi okres blisko rok, zapalenie gruczołu krokowego stercza 8 lat. Z czasem wystąpiła u mnie skłonność do nałogów i zniewoleń, zaczęły występować natrętne myśli przeradzające się w stan obsesji. Żona miała trzy poronienia później urodziło się dziecko zdrowe syn (1996 rok) które po tygodniu umarło na płuca. Sekcja zwłok wykazała Zespół błon szklistych, który zdarza się tylko u wcześniaków a dziecko urodziło się normalnie więc wykluczono taką opcję. Po śmierci dziecka lekarze zwołali specjalne zebranie ponieważ był to pierwszy taki przypadek. Od tego czasu zacząłem mieć silne lęki bez żadnej uzasadnionej przyczyny szczególnie w kościele oraz w miejscach gdzie były duże skupiska ludzi. Zaczął występować również niepokój i bezsenność które się bezustannie pogłębiały. Pojawiły się również zaburzenia emocjonalne i ich chwiejność. Trafiłem do psychiatry, zacząłem przyjmować leki psychotropowe, z czasem coraz silniejsze bez efektów, lęk, niepokój, bezsenność, wyrzuty sumienia, myśli samobójcze tylko się nasilały. Leki mnie tylko otumaniały, przy większych dawkach najczęściej doprawionych alkoholem mogłem się trochę rozluźnić czy wyspać. Przy długotrwałym ich zażywaniu żadnych efektów nie było. Przebywałem kilkanaście razy w szpitalach psychiatrycznych. Pewnego razu na spotkaniu rodzinnym miałem widzenie: Ukazała mi się starożytna postać z którą rozmawiałem w nieznanym starożytnym języku. Po wyjściu z transu zobaczyłem przerażoną rodzinę która pytała mnie skąd znam taki język. Ja odpowiedziałem, że nie znam żadnych języków poza Polskim. Moja żona również mówiła że kilkakrotnie była świadkiem jak w nocy podczas snu siadałem na łóżku i mówiłem w jakimś obcym nieznanym jej języku. Pod moją nieobecność kiedy w domu była tylko żona i trójka małych dzieci wybuchł pożar, straży pożarnej udało się ugasić większą część domu ale dach ze strychem spłonął doszczętnie. Jednoznacznie nie ustalono przyczyny pożaru. W prowadzonej przeze mnie firmie transportowej zaczęły się pojawiać poważne kłopoty które z czasem przerodziły się w cały szereg nieszczęść. Urząd Skarbowy wykrył nieprawidłowości w prowadzonej firmie, założono kilka spraw sądowych, dostałem nawet wyrok skazujący. Samochody ciężarowe które miałem w firmie nie przynosiły żadnych zysków tylko same straty, wszystkie miały bezustannie bardzo poważne wypadki drogowe, wręcz katastrofy, stłuczki i bez przerwy się psuły. Nie było końca napraw i remontów. Aczkolwiek mimo tak strasznych i poważnych wypadków żaden kierowca nie zginął. Firmy ubezpieczeniowe nie chciały już ubezpieczać pojazdów ze względu na ciągłość bardzo wielkich zniszczeń za które wypłacały ogromne sumy pieniężne na naprawy, niekiedy były to szkody całkowite. Z czasem do pogłębiającej się silnej depresji zaczęły się dołączać następne poważne choroby takie jak hemoroidy na które miałem trzy operacje i kilka zabiegów, operacja na wycięcie woreczka żółciowego, nadciśnienie tętnicze. Zacząłem kaszleć, kaszel nie poddawał się żadnemu leczeniu antybiotykami ani sterydami, zaczęły się napady duszności, pogarszało się oddychanie, stwierdzona astmę. Leczenie nie dawało żadnych efektów co chwila szpital silne zastrzyki, tlen, leki sterydowe coraz silniejsze, choroba bez przerwy się pogłębiała. Po kilku latach badanie tomografem komputerowym wykazało trzy guzy w płucach od 3 do 8 mm. Po kilku miesiącach badanie powtórzono guzy urosły i pojawiły się nowe, w sumie było ich 13 na obydwu płucach. Skierowano mnie na operację w celu pobrania kilku guzów do badania. Operację przeszedłem bardzo ciężko, zaczęły się powikłania początek zapalenia otrzewnej. Badanie pobranych wycinków wykazało ostre przewlekłe zapalenie oskrzelików. Lekarze którzy prowadzili moje leczenie nie spotkali się nigdy z takim przypadkiem. Zaczęto mnie leczyć sterydami w bardzo dużych dawkach, ale po długotrwałym przyjmowaniu leków było tylko gorzej i gorzej. Kolejne szpitale, branie przeróżnych silnych leków i tlenu bez żadnej poprawy zdrowia a wręcz przeciwnie. Dochodziły tylko kolejne choroby między innymi gronkowiec złocisty i sepsa. Zwątpiłem w medycynę i zacząłem jeździć i chodzić na leczenia niekonwencjonalne (tzw. okultystyczne) takie jak : akupunktura, akupresura, masaże, badanie z oka, leczenie Chińskimi ziołami, bioenergoterapeutów, tak zw. świeckich egzorcystów, parapsychologów itd. Niekiedy po takich seansach następowały chwilowe poprawy zdrowia lecz po krótkim czasie było jeszcze gorzej. Po kilku latach byłem już wrakiem człowieka, ledwie trzymającym się na nogach, bez przerwy kaszlałem, odpluwałem duże ilości flegmy, duszącym się z powodu astmy, przestraszonym z powodu ciągłych lęków, niepokoju, bezsenności, depresji, krwawiących hemoroidów, nadciśnienia, krwawieniu z nosa i zatok oraz innych chorób. Zacząłem pluć krwią, znowu trafiłem do szpitala, pod tlen, badania, zastrzyki, antybiotyki, sterydy, badania wykazały dalej guzy w płucach. Niedługo po wyjściu ze szpitala znowu zacząłem pluć krwią tylko już bardziej obficie, przy kaszleniu we flegmie cały czas była krew. Znowu trafiłem do szpitala i ponownie zrobiono badania które wykazały jak zwykle guzy w płucach oraz gruźlice. Przeniesiono mnie na oddział przeciwgruźliczy. Przyjmowałem po cztery antybiotyki na raz oraz leki przeciwprątkowe. Zaczął mnie boleć żołądek i dostałem dny moczanowej. Zdesperowany opowiedziałem moim znajomym o moich niekończących się chorobach, niepowodzeniach i nieszczęściach. Jedna z moich znajomych powiedziała mi że zna pewnego zakonnika, dobrego spowiednika z Torunia już nie żyjącego ojca Feliksa Dziadczyka, który być może będzie mógł mi jakoś pomóc. Zaproponowała mi, że zadzwoni do niego i przedstawi mu moje problemy, na co ja wyraziłem zgodę. Po niecałych dwóch tygodniach otrzymałem odpowiedź od ojca Feliksa. W tym czasie Ojciec Feliks modlił się w mojej intencji do Ducha Świętego. Odpowiedź była jednoznaczna: Wszelkie moje choroby, niepowodzenia i nieszczęścia spowodowane są przekleństwem międzypokoleniowym. Zalecił spowiedź z całego życia, wizytę u Egzorcysty, przyjmowanie sakramentów i obecność na mszach o uzdrowienie i uwolnienie, zamówienie 30 mszy Gregoriańskich za żywych i zmarłych moich przodków o przerwanie więzów międzypokoleniowych za cztery pokolenia. Dnia 04.Stycznia.2013.r miałem wypadek. Przy otwieraniu burty w samochodzie ciężarowym zmiażdżyłem palec wskazujący prawej dłoni. Po dojechaniu do szpitala zrobiono mi zdjęcie Rentgenowskie i kazano czekać na lekarza. Po dłuższej chwili czekania przyszedł lekarz ortopeda traumatolog i to ku mojemu zdziwieniu był to lekarz którego bardzo dobrze znałem. Po zapoznaniu się z moim przypadkiem powiedział że powinien mnie przyjąć do szpitala i zrobić operację, objaśnił mi szczegółowo jaki miał by być przebieg tej operacji. Po chwili jednak zaczął mówić że mógłby mi zrobić inny zabieg po którym mniej by mnie bolało. Ja mu odpowiedziałem że niech robi tak żeby było dobrze bo ja się na tym nie znam. On mówił na przemian że raz operacja raz zabieg, siadał i wstawał, widać było że toczy się w nim walka duchowa, trwało to długą chwile. W końcu zdecydował że zrobi mi zabieg. Po zabiegu udzielił mi wskazówek kiedy mam przyjść do kontroli wypisał dokumenty i receptę i pozwolił mi odejść do domu. Żona czekała na mnie na korytarzu żeby mnie zabrać do domu. Po wyjściu z drzwi szpitalnych otrzymałem silny przekaz duchowy że jest źle zrobiony zabieg. Od razu na schodach szpitalnych mówiłem do żony żeby mnie wiozła do innego jakiegokolwiek szpitala i żeby mi zrobiono operację bo to jest źle zrobione i musi to być poprawione. Żona stawiała mi opór i mówiła że niby skąd ja mam wiedzieć czy jest dobrze czy źle zrobione ale ja kilkakrotnie się przeciwstawiałem i prosiłem żeby mnie zawiozła do jakiegoś innego szpitala. Po dłuższej chwili takich przepychanek słownych i moich zapewnień że jest źle, gdy już była by mi skłonna ulec i jechać do innego szpitala ja otrzymałem jeszcze bardziej szczegółowy przekaz duchowy który utwierdził mnie jeszcze mocniej w tym że zabieg jest zrobiony bardzo źle i objawił mi dokładnie jak wielkie będą komplikacje i jak długo będą trwały. Objawione zostało mi też to że nie uniknę tego bo to wszystko musi się wydarzyć i choćbym pojechał nie wiem gdzie to i tak mi nikt nie pomoże. W przekazie tym zobaczyłem również że będę jeździł po całej Polsce, zobaczyłem wszystkie miasta i drogi jak na mapie gdzie będę szukał pomocy po najlepszych lekarzach i nikt mi nie będzie umiał pomóc aż wreszcie najlepszy chirurg ręki w Polsce mnie zoperuje i będzie wszystko dobrze. Będzie to trwało pół roku. Ja poczułem wielki smutek, zapragnąłem śmierci. Pomyślałem że nie chcę żyć, że wolałbym umrzeć i zapytałem się w duchu kiedy umrę. Czekałem na odpowiedź ale jej nie było i zapytałem ponownie. Wtedy otrzymałem odpowiedź że umrę za niecały rok (jak się później okazało od złego Ducha). I faktycznie wszystko potwierdziło się co do joty, było tak jak w objawieniu z jednym tylko wyjątkiem że żyję do dziś. Palec po wyciągnięciu igieł i ściągnięciu usztywnienia zaczął coraz bardziej boleć i puchnąć. Po kontroli u lekarza dowiedziałem się że jest bardzo źle ponieważ wdała się infekcja. Podano mi antybiotyki i leki przeciwbólowe które uszkodziły mi żołądek. Palec coraz bardziej był opuchnięty i coraz bardziej mnie bolał. Jeździłem po najlepszych lekarzach po całej Polsce a oni tylko rozkładali ręce mówiąc że nie mogą mi pomóc i że być może jak infekcja nie ustąpi to palec trzeba mi będzie amputować. Wszyscy mówili zgodnie że palcem nie będę mógł już grać na akordeonie (gdyż jest to moja pasja) ani zginać bo już jest zalany w stawie (a staw i tak jest zniszczony) i nigdy już zginał nim nie będę. Ja mimo to nie traciłem wiary tylko jeździłem po lekarzach non stop, wracając od jednego od razu wyjeżdżałem do kolejnego przez cały czas wijąc się z bólu. Przez ten czas wyłem z bólu niejednokrotnie bijąc głową o ścianę i modliłem się nie tracąc nadziei, szczególnie do Miłosierdzia Bożego przed stojącym na szafce obrazkiem Jezu Ufam Tobie. Lekarze nie dawali mi nadziei. Po kolejnej wizycie u lekarza w Krakowie przy badaniu lekarz stwierdził że w tym zalanym stawie jest jakby mały ruch i wreszcie wyznaczył termin i zgodził się na operację. Po operacji dostałem skierowanie do Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie od Profesora z Rabki (jest to najlepsza jednostka tej specjalizacji w Polsce). Przed wyjazdem do Warszawy udało mi się przystąpić do spowiedzi i komunii Świętej i zamówić 30 mszy Św. (w Klasztorze w Leżajsku) za moich przodków do czwartego pokolenia. Po drodze jak zwykle cały czas kaszlałem, plułem flegmą i krwią. Po przybyciu do Szpitala zapytałem gdzie jest kaplica i po otrzymaniu odpowiedzi odwiedziłem ją. Dowiedziałem się że następnego dnia jest Msza Święta a po niej namaszczenie chorych. Jeszcze przed wszystkimi badaniami udałem się na tą Mszę Świętą a towarzyszyła mi w tym żona. Po przyjściu pod drzwi kaplicy nie mogłem do niej wejść, jakaś siła nie dawała mi wejść do kaplicy, łapałem klamkę i puszczałem wielokrotnie odchodząc od drzwi, siadając i wstając oblany potem przestraszony walczyłem duchowo z jakimiś siłami aby wejść do kaplicy. Żona mnie prawie tam wpychała siłą a mnie coś odpychało i nie dawało mi wejść. W końcu przed Komunią Świętą z trudem udało mi się wejść do kaplicy a że byłem po spowiedzi przyjąłem komunię świętą trzęsąc się cały spocony i zalękniony. Zaraz po tym było namaszczenie chorych do którego też miałem wielki problem podejść ponieważ cały się trząsłem bałem i pociłem. W końcu jednak otrzymałem sakrament namaszczenia chorych po którym udałem się na salę chorych. W następnym dniu pobytu w Szpitalu rozpoczęły się szczegółowe badania, bardzo dokładne i skomplikowane które trwały tydzień. Po ukończonych badaniach przyszło do mnie do sali chorych kilkunastu lekarzy, profesorów. Główny Profesor tej kliniki powiedział do mnie że właśnie wszyscy ci lekarze mieli na mój temat naradę gdyż z wszystkich wcześniejszych dokumentacji lekarskich, badań i wypisów szpitalnych wynika że jestem bardzo poważnie chory a tu wszystkie badania które mi wykonano świadczą iż jestem całkowicie zdrowy, nie ma najmniejszych znamion choroby, guzy znikły nie tylko z płuc ale ze zdjęć zrobionych w innych szpitalach, pozostały tylko opisy tych zdjęć na których lekarze opisywali ich wielokrotność i wielkość. Po gruźlicy nie ma najmniejszego śladu tak jakby jej nigdy nie było, a po przebytej gruźlicy zostają na zawsze zwapnienia płuc widoczne na każdym zdjęciu do końca życia. Astmy też nie ma i zdziwieni lekarze pytali kto postawił diagnozę astmy jak wyniki są wspaniałe wręcz super jak u całkowicie zdrowego człowieka. Ja mówię że to nie możliwe, że chyba te badania źle wyszły bo ja tyle lat się leczę u tylu różnych lekarzy i w tylu szpitalach przebywałem a po za tym tak bardzo kaszlę i duszę się z powodu astmy. A Lekarka która bardzo często do mnie przychodziła mówi że ona ani raz nie słyszała żebym kaszlał, wtedy też przebywający na sali pacjenci odezwali się że oni też nie słyszeli żebym ja kiedykolwiek kaszlał. I wtedy tak pomału jak przez mgłę dotarło do mnie że odkąd tu jestem w tym szpitalu to nie kaszlę, wcześniej tego nawet nie zauważyłem. Odstawiono mi wszystkie sterydy na astmę i leki na płuca oraz na nadciśnienie i zatoki. Zostałem cudownie uzdrowiony przy namaszczeniu chorych. Po powrocie z Warszawy miałem operację na hemoroidy w Rzeszowie, która udała się wyśmienicie (powiedziano mi że poprzednie dwie były nieudane). Udałem się też do gastrologa na gastroskopię, której wynik był wyśmienity, przebadano cały żołądek i dwunastnicę nie znajdując najmniejszych znamion choroby, mimo wcześniejszego wielkiego bólu brzucha od ponad pół roku i systematycznym przyjmowaniu leków. Lekarz kazał mi odstawić leki. Po tym badaniu ból brzucha ustąpił całkowicie. Udałem się również do laryngologa który również stwierdził wyśmienity stan mojego zdrowia mimo iż wcześniej leczyłem się na zatoki, przyjmowałem sterydy, miałem je przyjmować do końca życia, ponieważ choroba ta miała być niewyleczalna. Miałem również być skierowany na operację przegrody nosowej, gdyż była krzywa, lecz ku zdziwieniu lekarza i moim po badaniu wszystko było całkowicie zdrowe a przegroda nosowa prosta. Później wyciągnięto mi drut z palca i kazano ćwiczyć, odzyskałem sprawność palca. – Lęki dalej zostały, odczuwałem lęk, strach niepokój, zawroty głowy, bezsenność. Przez długie lata nie mogłem chodzić do kościoła, jak przebywałem w kościele robiło mi się słabo oblewał mnie pot odczuwałem lęk, niepokój, przerażenie i musiałem wychodzić z kościoła. Nie mogłem też przystępować do sakramentów świętych, jakaś nieznana siła kazała mi odchodzić od konfesjonałów i w strachu i lęku wychodziłem z kościoła. Przez ostatni rok już wcale nie chodziłem do kościoła. W czasie odprawiania mszy św. Gregoriańskich za cztery pokolenia moich przodków, gdzieś tak w połowie ich odprawiania – poczułem w środku nocy tak około godz. 3.00 obecność jakiejś istoty w pokoju, poczułem chłód. Nagle zaczął mnie przenikać Duch, dwukrotnie od bioder do samej szyi przeniknął mnie duch wyprężając mi całe ciało i łapiąc za szyję zaczął mnie dusić. Myślałem że nie przeżyje, czułem wielki lęk i chłód, czułem że to jest zły duch. Westchnąłem tylko do Boga, gdyż myślałem że mnie zadusi, nie mogłem oddychać i wtedy puścił. Po chwili znowu się powtórzyło i tak jak poprzednio od bioder do samej góry przeszywał mnie jakiś zimny byt tak że wyprężyło mi całe ciało i pomału przeszywał całe moje ciało aż do szyi po czym zaczął mnie dusić. Czułem wyraźnie jak przenikał mi każdy mięsień i tkankę tak że aż mnie wyprężało do tyłu. Nie mogłem wydobyć najmniejszego dźwięku chociaż chciałem krzyknąć z bólu i przerażenia. Popatrzyłem tylko w okno na niebo wzywając w myślach Boga gdyż myślałem że już po mnie ponieważ dłuższą chwilę nie mogłem oddychać i wtedy uścisk na szyi zniknął. Wyskoczyłem z łóżka, zbudziłem żonę mówiąc jej co się stało. Żona gdy zobaczyła moje oczy i mnie całego przerażonego jak jej mówię że to był zły Duch od razu wzięła różaniec do ręki, drugi dała mi i na kolanach kazała odmawiać razem z nią. Następnego dnia rano pojechała do znajomej po sól i wodę egzorcyzmowaną, gdyż nie mieliśmy ich w domu. Po przywiezieniu sakramentaliów posypała solą i poświęciła wodą cały dom. Po tej fatalnej nocy zasiadłem przed komputerem i szukałem numeru telefonu do Księdza Egzorcysty. Po znalezieniu numeru umówiłem się na możliwie jak najszybszy termin. Po rozmowie z Księdzem Egzorcystą dowiedziałem się że należy jak najszybciej udać się do spowiedzi, najlepiej z całego życia, pozbyć się wszystkich przedmiotów okultystycznych jeżeli znajdowałyby się w moim posiadaniu takich jak słoniki z trąbą do góry, drzewka szczęścia, pierścień atlantów, amulety, talizmany, maski afrykańskie itp., jakieś dzwoneczki, senniki, karty tarota, treści pornograficzne, (i inne tzw. przedmioty na szczęście) itd., pokropić ich wodą święconą , spalić i zakopać. Po zastosowaniu się do rad Księdza Egzorcysty i comiesięcznym wizytom u niego zło pomału ustępowało lecz wydarzały się różne dziwne rzeczy takie jak : np. Byłem atakowany przez wściekłego psa, który biegł za mną z wściekłością szczekając i warcząc. Gdy już czułem na sobie jego dotyk że miałem wrażenie że zaraz mnie rozszarpie wtedy westchnąłem do Boga odwróciłem się i pies zniknął. Po chwili miałem kolejne nękanie złego ducha, tylko że tym razem był to jakiś potwor przypominający smoka i również jak w poprzednim przypadku zniknął po westchnieniu do Boga i odwróceniu się. Bałem się brać noża do ręki jeżeli w pobliżu były moje dzieci, ponieważ coś mi podpowiadało że jak wezmę ten nóż do ręki to mogę zabić dziecko, na co z całą stanowczością mogę stwierdzić że nie były to moje myśli, wiec gdy któryś z moich trzech synów był np. w kuchni a ja chciałem sobie ukroić czy posmarować kromkę chleba to bałem się wziąć noża do ręki i wolałem oddalić się z tego miejsca i wrócić dopiero jak ich tam nie będzie. Szczególnie nocami miałem koszmarne sny, śniły mi się wiedźmy, upiory, potwory i widma, zniekształcone paskudne postacie, nawiedzone miejsca, zamki, klasztory, ksiądz z którego zrobił się jakiś diabeł z powykręcaną wstrętną i ohydną twarzą, miałem odczucia czyjejś obecności w pomieszczeniu w którym spałem, duchów i zwierząt, pająków, wstrętnych robactw, śniły mi się osoby zmarłe, gnijące, rozkładające się, czułem ich straszny odór, smród który po wybudzeniu pozostawał w powietrzu. Krzyczałem przez sen, wydawałem nieludzkie dźwięki, przy tym cały się trząsłem, czułem smród, niekiedy smród siarki i rozkładających się zwłok. Po wybudzeniu nie mogłem zasnąć a jak zasnąłem od razu koszmar powracał. Pomagała jedynie modlitwa różańcowa i do Św. Michała Archanioła, picie wody egzorcyzmowanej i branie soli na język gdyż po tym ustępowało wszystko i mogłem spać w spokoju do rana. Spałem z różańcem w ręku, zasypiałem modląc się. Bardzo często dręczyły nie natrętne myśli. Kilkakrotnie przed wyjściem na Mszę Świętą dostawałem gorączki i gdy leżałem w łóżku cały w dreszczach i zalany potem podsuwane mi były myśli bluźniercze skierowane w stronę Matki Bożej. Gdy Msza Święta się zakończyła, wszystko ustępowało. Po każdej wizycie u Egzorcysty ataki złego Ducha słabły, częstotliwość ich malała. Ksiądz mówił mi żeby się nimi nie przejmować gdyż są to pozostałości które z czasem ustąpią, żyć w łasce uświęcającej, modlić się, uczestniczyć we mszy świętej, przystępować do sakramentów świętych, przestrzegać 10 przykazań Bożych i być spokojny, gdyż wtedy przekleństwo nie działa i zły duch nie ma do mnie dostępu. Po upływie około pół roku wszystko się uspokoiło, skończyły się wszystkie udręki, sny, koszmary. Lęk i niepokój ustąpił, ze snem nie miałem już najmniejszych problemów, wszystkie leki nasenne i przeciwdepresyjne zostały odstawione, smutek i zmartwienia poszły w niepamięć. Powrócił pokój, chęć do życia, radość, poczucie własnej wartości. W tej chwili cieszę się pełnym zdrowiem, jestem okazem zdrowia, nie zażywam żadnych leków, czuje się wspaniale. Wszystko układa mi się pomyślnie, czuję Błogosławieństwo Boże. Mam zadowolenie z pracy, ponieważ Firma którą prowadzę wraz z żoną zaczęła się błyskawicznie rozwijać i zatrudniać nowych pracowników. Samochody przestały się psuć, skończyły się wypadki, stłuczki, kolizje drogowe i inne nieszczęścia. W miarę możliwości uczęszczam codziennie na mszę świętą, przystępuję do sakramentów pokuty i pojednania, odmawiam różaniec, modlę się i jestem szczęśliwy. Dziękuję Panu za to wszystko co się wydarzyło, dzięki temu nauczyłem się przebaczenia, miłości, pokory i dzięki temu jestem szczęśliwy i jestem bliżej Boga a tym wszystkim, którzy kiedykolwiek w życiu wyrządzili mi jakąś krzywdę bądź też mi złorzeczyli czy przeklinali z całego serca przebaczam, proszę Boga i Maryję o Błogosławieństwo dla nich i składam w ofierze za nich modlitwy.

Około pół roku po tych wydarzeniach uczestniczyłem we Mszy Świętej z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie prowadzoną przez o. Józefa Witko w Jarosławiu na której zostałem uzdrowiony z bólu kręgosłupa. Od lat cierpiałem na dyskopatię. Od tego czasu upłynął już ponad rok i kręgosłup nigdy mnie już nie zabolał. Był to kolejny cud uzdrowienia.

W jakiś czas po tym popełniłem grzech ciężki, łamiąc jedno z dziesięciu przykazań i nie zdając sobie sprawy z tego, chodziłem codziennie do kościoła i przyjmowałem Komunię Św. Wrócił lęk, niepokój, bezsenność, koszmary nocne, zacząłem widzieć ohydne postacie, bez twarzy, wstrętne gady, pająki i robactwa. Nie mogłem zasnąć, zacząłem brać leki uspokajające i nasenne. Świat stał się znowu ponury i szary, powróciła niechęć do życia i z dnia na dzień zacząłem tracić siły fizyczne. Zadzwoniłem do Egzorcysty ks. Mariana Rajchela i zapytałem co się mogło stać ze mną, gdyż od ponad dziesięciu dni z dnia na dzień tracę siły i zdrowie oraz że wróciły lęki, bezsenność, koszmary, wybudzam się z krzykiem cały się trzęsąc, niewiele śpię i jestem potwornie zmęczony. Mówiłem mu że nie wiem co się stało, że chodzę codziennie do komunii Świętej i nie mam pojęcia dlaczego tak się dzieje. Ksiądz powiedział mi że musiałem popełnić jakiś błąd. Nie przychodziło mi na myśl jaki błąd mogłem popełnić więc go poprosiłem aby umówił mnie na spotkanie, żeby rozeznać co się stało. Zapisał mnie na najbliższy możliwy wolny termin, gdzieś za około miesiąc czasu. W kilka dni po umówieniu się z księdzem Egzorcystą mój najmłodszy syn szedł do spowiedzi. Ja również postanowiłem iść razem z nim. Po wejściu do kościoła prosiłem Ducha Świętego aby mi wskazał grzech (błąd) jaki popełniłem, gdyż nic sensownego nie przychodziło mi do głowy. Po chwili modlitwy, przyszła mi nagle bardzo silna i zdecydowana myśl. Usłyszałem w niej bardzo wyraźnie tylko jedno przykazanie Boże, które uświadomiło mi popełniony grzech. Przystąpiłem do Sakramentu Spowiedzi, po czym udałem się do domu. Od tamtej pory przesypiam każdą noc. Powrócił spokój i radość. Siły fizyczne wróciły. Wszystko minęło jak ręką odjął. Miałem już odwołać wizytę u Księdza Egzorcysty lecz poszedłem by podzielić się z nim tym co się stało i zapytać dlaczego tak się dzieje. Ksiądz powiedział mi że przekleństwo cały czas działa, dopóki ktoś nie odwoła go świadomie i dobrowolnie i tylko przestrzeganie 10 przykazań i bycie blisko Boga chroni mnie całkowicie przed jego skutkami. I w razie by mi się zdarzyło popełnić jakiś ciężki grzech to muszę jak najszybciej udać się do spowiedzi, gdyż grzech ciężki otwiera furtkę na działanie przekleństwa. Powiedział mi również żebym ostrzegł moje dzieci ponieważ są w wielkim niebezpieczeństwie. Muszą również przestrzegać przykazań i być blisko Boga, gdyż w innym przypadku przekleństwo może ich dotknąć. Ja gdy będę w łasce uświęcającej to mnie nie dotknie i ja jestem bezpieczny a jeżeli oni będą w grzechu ciężkim to przekleństwo przejdzie na nich.

– Za cud uzdrowienia i uwolnienia oraz wszystkie udzielone mi łaski Bogu niech będą dzięki. Chwała Panu.

Jerzy

– Posiadam pełną dokumentację lekarską potwierdzającą cudowne uzdrowienie z w/w chorób.

jerzystopyra@interia.pl,,

Świadectwo ukazane za pozwoleniem strony ,,Wiara moim azylem,,. 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s