Dystans i zdrowy egoizm

,,Boże! Proszę, daj mi siłę, abym pogodził się z tym, czego zmienić nie mogę; odwagę, abym zmienił to, co zmienić mogę i mądrość, abym potrafił odróżnić jedno od drugiego,, (Karl Paul Reinhold Niebuhr)

W czasach studenckich czytałam książkę o. Anthoniego de Mello ,,Przebudzenie,,. Prawdopodobnie po raz pierwszy , a już na pewno świadomie i do serca przykuło moją uwagę słówko ,,dystans,,. Dystans szeroko pojęty do siebie, do świata, do tego co nas spotyka, do innych ludzi a już zwłaszcza do ich myśli..

Zobaczyłam, że można mieć inne spojrzenie, jest coś nowego, że mogę na siebie spojrzeć z boku, że nie muszę brać siebie tak bardzo na poważnie.

Jak wcześniej wspomniałam swego czasu miałam ten problem, że wieczorem, przed zaśnięciem analizowałam dokładnie wypowiedziane przeze mnie słowa. A może kogoś uraziłam, a może ktoś się obraził, a może ośmieszyłam się, może wszyscy myślą że jestem śmieszna. A nie prawda ! Przecież nie jestem na tyle interesująca, żeby wszyscy wieczorem zamiast oglądać telewizor zaczęli wspominać moją osobę . Ba ! Wątpię, żeby w ogóle kogokolwiek wieczorem interesowała moja osoba. Po co w takim razie zamęczać swój biedny umysł tym co pani X z panem Y pomyślą o mnie. Oczywiście prześledzenie swojego dnia pod kątem grzechów, czyli rachunek sumienia , ale szczery nie gnębiący siebie jest czymś zupełnie innym. Tu i tu zgrzeszyłam, mam to i to do poprawy. Koniec. Nadal jestem kochana, wartościowa i jutro jak upadnę siedem razy też mi nikt ani nic nie odbierze tej godności.

Ciągle uczę się dystansu:

  1. Do siebie – nie muszę być nieomylnym cyborgiem, daję sobie prawo do błędów i potknięć. Staram się być miła i pomocna, tam gdzie tej pomocy mogę udzielić. Nie jestem jednak zaprogramowanym komputerem, żebym zawsze miała wiedzieć gdzie co i jak mam powiedzieć. Czasem zdarzy mi się rój nieodpowiednich słów, może kogoś urażę. Najważniejsze, że nie robię tego z premedytacją. Błędy są, bo jesteśmy ludźmi. Nic się nie stanie, jeśli ktoś uzna mnie za szaloną, nieprzystosowaną, dziwną, jeśli okaże się, że daleko mi do doskonałości. Na mojej idealności świat się nie opiera.
  2. Do świata – nie jesteśmy tutaj przyrośnięci łańcuchami. Jesteśmy tutaj pielgrzymami, kiedyś tę ziemię opuścimy. Będziemy musieli wyrwać przyrośnięte korzenie, lub śmierć i czyściec zrobią to za nas. Wszystko co mamy zostało nam wypożyczone na czas naszego życia, w chwili śmierci albo i wcześniej będzie trzeba oddać. Staram się tak na wszystko patrzeć , uczę się wolności do rzeczy materialnych, do przyrody. Uczę się czerpać ze świata ile się da, jednocześnie pamiętając, że kiedyś go opuszczę.
  3. Do opinii innych – pisałam o tym wcześniej, dlatego tylko dopisze, że czasem nasze największe starania nie muszą mieć wpływu na opinię innych. Ludzkie osądy będą, tak jak prawdopodobnie będą nadal podatki, tak jak chmury będą płynąć i jutro nadal wzejdzie nowy dzień.
  4. Do tego co się dzieje wokół mnie. Nie jest to egocentryzm, samolubstwo i brak zainteresowania innymi ludźmi. Jest to zdrowy egoizm. Bóg powiedział: ,,Kochaj bliźniego jak siebie samego,,. Znaczy to, że siebie też mam miłować, szanować, lubić. Ani mniej ani bardziej niż innych. Tyle samo! Jak do tego podchodzę? – staram się słuchać siebie, swojego ciała, ducha. Co jest dla mnie dobre? Wielokrotnie przekonywałam się o tym, że gdy ulegałam presji innych, słuchałam ich zdania źle na tym wychodziłam. Nie dlatego, że ludzie chcieli dla mnie źle – wręcz przeciwnie chcieli dla mnie bardzo dobrze (np. rodzice). Jednak oni nie znają mnie na tyle, żeby zawsze wiedzieć co jest dla mnie najlepsze. Nie znaczy to też, żeby nie słuchać innych. Słucham. Analizuję, przypatruję się radom innych i badam je w sercu. Wierzę, że tam działa Jezus, Duch św. i ostatecznie oni ,,wskazują,, mi pod wpływem natchnień co mam zrobić i jaka decyzja będzie dla mnie najlepsza. Niestety ta metoda też jest obarczona ryzykiem błędu – nie zawsze potrafię dobrze odczytać natchnienia, nie zawsze wiem czy nie pochodzą one od złego…– im lepiej poznam siebie tym lepiej będę wiedziała co jest dla mnie dobre a co złe.

    – jeśli stoję przed jakimś wyborem albo decyzją staram się odczuć ,,wewnątrz,, siebie czy to zadanie, praca, wydarzenie oddziałuje na mnie pozytywnie czy wzbudza we mnie jakiś lęk, sprzeciw lub agresję. Jeśli wiem, że coś może mi zaszkodzić, zrobić krzywdę staram się w to nie wchodzić. Nawet jak najbliżsi mają się na mnie obrazić. Niestety nie zawsze słucham siebie i zazwyczaj potem żałuję, bo wiem, że powinnam postąpić zgodnie z sobą a nie znów ulegać innym.

    – katolik nie jest naiwną istotą zgadzającą się na wszystko co kto mu każe. Uczeń Jezusa umie mówić ,,nie,,. Jezus też pytał tych, którzy go bili, wyrzucał stoły kupców, denerwował się, musiała w Nim być jakaś złość na to co się działo. Nie zgadzał się na wszystko co działo się naokoło, ale cały czas słuchał głosu Swojego Ojca. Wypełniał Jego wolę, nie wolę ludzi. ,,Bardziej trzeba słuchać Boga niż ludzi,, Oczywiście nie można tego mylić z posłuszeństwem dzieci wobec rodziców, pracowników względem swoich zwierzchników itp. Niemniej mamy wolną wolę i próbuję z niej korzystać tak, żeby nie tylko nie krzywdzić innych ale i też siebie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s