,,Spowiedź,, blogowa, czyli nieidealna uczennica

Chciałabym jednak, żeby było idealnie. Żebym nie denerwowała się, żebym nie unosiła się pychą i dumą. Chciałabym nie czuć niechęci, urazy i migiem wybaczać. Jest wprost odwrotnie. Napiszę więcej – mój wewnętrzny bałagan rośnie wprost proporcjonalnie do chęci oddania siebie Bogu. Jak to możliwe?

Zostaliśmy stworzeni do idealnego, pełnego szczęścia. I każdy podświadomie tego pragnie i szuka. Jednak największy wróg człowieka ciągle miesza, kombinuje i podstawia ludziom nogi. Dochodzą do tego grzechy zawinione i niezawinione, urazy, krzywdy, zranienia. Różne bóle ciągną się za człowiekiem jak cień. Jeśli już się uporam z jedną rzeczą, pojawia się kolejnych dziesięć. To jak chcieć dosięgnąć galaktyki.

A więc, idę za Bogiem, pomimo że:

  • czasem wszyscy mnie denerwują i chcę zostać sama – nie zawsze jestem otwarta i chętna do rozmowy. Mam ochotę płakać, zamknąć się w pokoju i najzwyczajniej w świecie spytać Boga, dlaczego ja i dlaczego tak a nie inaczej…

  • czasem widzę nie tylko drzazgi ale ogromne bele w oczach innych – jestem jak faryzeusz, który siebie chwali, a innym wypomina ich błędy. Mogłabym wymienić grzechy wielu ludzi, a sama czasem zastanawiam się co mam powiedzieć na spowiedzi…

  • chcę zmieniać innych a nie siebie – bo nie podobają mi się ich pewne cechy, słowa, zachowania. Uważam, że nie we mnie jest problem ale w nich. Ja przecież robię wszystko dobrze, to inni nagrzeszyli..

  • ulegam emocjom – jak czasem łatwo daję się wyprowadzić z równowagi. Jak szybko potrafię zdenerwować się i pogniewać. W jednej chwili moja cała praca nad sobą potrafi rozmyć się jak budowla z piasku na plaży…

Usłyszałam jak ja mogę pisać bloga o Bogu, skoro sama nie jestem idealna. Co ze mnie za katoliczka, która nie jest oazą spokoju, miłości i zrozumienia.

Wszystko się zgadza – nie jestem. Ja tylko chcę i czekam. Czekam na uzdrowienia, uwolnienia, łaski, pomoc z nieba. Nie mam sama nic od siebie, ani sama z siebie nic nie umiem, nic nie daję, a moje dobre uczynki są przed Bogiem jak ,, skrwawiona szmata,, (Iz 64,5).

Skoro jednak Bóg zaprosił mnie na swoją drogę musi być jakieś wytłumaczenie. Przecież myśli nasze nie są myślami Boga i Bóg patrzy w serce. Widzi jak jest tam naprawdę, zna nas lepiej niż my siebie … Jakiś czas temu w Kościele na kazaniu usłyszałam takie mądre i ciekawe słowa: ,,Jeśli znajdziemy się w Niebie to zdziwimy się tam dwa razy. Raz, kiedy zobaczymy, kogo tam spotkaliśmy i drugi raz, kogo nie spotkaliśmy,,. Po prostu – ,,nie wszystko złoto co się świeci,,…

I wiem także, że:

  • „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników”. (Mt 9,13-14) – co za wspaniałe słowa. Jezus przychodni wprost do mnie i po mnie. To mnie szukał i nadal szuka sposobu jak mnie uleczyć i uwalniać z tego co jeszcze mnie krępuje. Powołuje właśnie mnie taką grzeszną i słabą. To w Nim mam się zakotwiczyć, a nie w swojej sprawiedliwości i wielkości,

  • ,,Pod wieczór tego życia pojawię się przed Tobą z pustymi rękami, gdyż proszę Ciebie Panie, abyś nie liczył moich uczynków (…)Chcę więc przyodziać się Twoją własną sprawiedliwością i otrzymać od Twojej miłości wieczne posiadanie Ciebie samego,, To słowa Małej Tereski, która wskazała drogę nie jednej osobie. Mi także! Stając przed Bogiem będę tam z Jego sprawiedliwością, nie z moimi niepewnymi czynami. Nie muszę dokonywać wielkich rzeczy, mam stawać się coraz mniejsza tak, żeby w moją pustkę mógł wejść Jezus,

  • ,,Zaprawdę, powiadam wam: Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego. Przyszedł bowiem do was Jan drogą sprawiedliwości, a wyście mu nie uwierzyli. Celnicy zaś i nierządnice uwierzyli mu,, (Mt 21, 31) – nie ma ludzi gorszych, skreślonych czy straconych. Ludzie nieraz kogoś określają jako ,,margines,, . Dla Boga tacy ludzie mogą być święci. Nie znamy tak naprawdę tego co jest w sercu  człowieka obok,

  • jest takie miejsce, w którym każdy może się odnaleźć jeśli tylko chce, więcej napiszę w następnym poście.

Nie jest to równoznaczne z lenistwem. Czuwam nad swoim sumieniem, myślami i słowami. Pracuję nad sobą, staram się i walczę od rana do nocy… . Nawet jak jest to praca, której efektów często nie widać gołym okiem. Może zobaczę dopiero po drugiej stronie? To co tutaj wydawało się bezsensowne, może tam okaże się perełką.

Jak upadam – wstaję z obitymi kolanami i czekam jak się zagoją. I zapewne do końca życia będę upadać – najważniejsze, żebym za każdym razem chciała wstawać. Żebym zgodziła się i pogodziła ze swoją małością i takim ,,kalectwem duchowym,, tak dalekim od idealnej świętości.

,,Boże! Proszę, daj mi siłę, abym pogodził się z tym, czego zmienić nie mogę; odwagę, abym zmienił to, co zmienić mogę i mądrość, abym potrafił odróżnić jedno od drugiego,, (Reinhold Niebuhr)

Zapewne nie będę wspinać się po szczeblach jak Teresa z Avilla, być może nigdy nie przejdę stopni rozwoju duchowości wg św. Ignacego Loyoli i nie dokonam niczego wielkiego.

Jednak – pod koniec wieczoru przyjdę z pustymi rękoma. Będę obleczona w Jego miłość, w Jego sprawiedliwość i w Jego Krew, za mnie przelaną.

Reklamy

2 thoughts on “,,Spowiedź,, blogowa, czyli nieidealna uczennica

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s