,,Jak Cię widzą, tak Cię piszą” ?

Jest to prawda i niestety miałam okazję wielokrotnie słyszeć te słowa podczas swojego dorastania. Jako młoda dziewczyna czułam wewnętrznie, że to jednak nie może być prawda – przecież najważniejsze jest to co mamy w sercu. Całe nasze bogactwo nosimy ze sobą, dlatego nikt nie może mnie okraść – nikt nie będzie w stanie zabrać mi tego, co mam wewnątrz siebie… Takimi ideałami żyłam jako nastolatka, nie czując chęci do malowania się, strojenia i innych tego typu czynności. Konsekwencją były usilne próby wpojenia mi tytułowej maksymy, jakoby w życiu chodziło przede wszystkim o wygląd. Niestety życie zweryfikowało moje młodzieńcze poglądy i okazało się, że dorośli mieli rację – żeby coś znaczyć faktycznie trzeba mieć wygląd, a najlepiej jeszcze pozycję, stanowisko i znajomości. No bo czym może zaimponować mały szaraczek, którego ledwo co widać spod szarości jego ubrań. Wielokrotnie miałam okazję przekonać się do prawdziwości tych słów, poprzez reakcje innych na wygląd różnie wyglądających ludzi. Ile to już razy próbowano dojść do tego, czy ludziom ładnym, wysokim, szczupłym, dobrze zbudowanym, itp. wiedzie się w życiu lepiej.. Ile na swoim wyglądzie mogli zdziałać, załatwić…

Potem jako młoda kobieta zaczęłam zwracać większą uwagę na to jak wyglądam. Nie wiem czy był to wynik lekcji z poprzednich lat, czy też po prostu zwykła ciekawość świata, siebie i swojego wizerunku, chęci podobania się sobie, i innym. Może chciałam coś zamaskować czy wyleczyć z kompleksów. Czasem próbowałam podretuszować niedoskonałości delikatnym i dość nieumiejętnym makijażem, zrobić jakąś fryzurę a w mojej szafie zaczęło pojawiać się więcej ubrań, niż tylko dwie pary jeansów, kilka bluzek czy swetrów. Zauważyłam, że faktycznie wpływa to na ludzi, którym jednak lepiej obcuje się z kimś, kto wygląda elegancko i schludnie. Rozumiem to. Natura ludzka dąży do tego co piękne, czyste, ładne. Automatycznie człowiek zwraca się ku temu co na zewnątrz, ku temu co cieszy i bawi oko.

Potem doświadczyłam miłości Jezusa i znów powróciłam do stanu ,,nie szata zdobi człowieka”. Wyrzuciłam i porozdawałam większość rzeczy, pozostawiając tylko te konieczne. Stałam się zakonnicą ale w świeckim habicie. I wspominam ten czas bardzo przyjemnie – jako oczyszczenie z tych wszystkich naleciałości, które nagromadziły się u mnie przez ostatnich kilka lat. Nie ludziom mam się podobać, nie dla ludzi mam się stroić, ale przystrajać duszę dla Jezusa. Bóg będzie mnie kochać nawet w worku, w starych łachmanach i nieumytych włosach. Tylko czy komuś pomoże moja tłusta fryzura? Czy stare, brzydkie ubrania będą przepustką do Nieba? Niekoniecznie. Mogą, ale nie muszą, bo nie o same ubrania chodzi, ani o habit, który noszą zakonnicy. Przebrać można się zawsze i to jest znacznie prostsze niż codzienna walka ze słabością i grzechem. A te bitwy można toczyć i w sułtanie, i w zwykłych spodniach.

Dziś mam podejście umiarkowane – nie przeginające w żadną stronę. Uczę się ,,wyzwolenia” z tego jak i z każdej innej rzeczy, do której może przywiązać się serce. Bo faktycznie – nie muszę podobać się ludziom, ale nie muszę także w ramach protestu golić głowy. Uczę się wolności od opinii innych, przywiązywania wagi do swoich wad, słabości, oceniania… Wolności od ,,światowych” kryteriów, jakie świat narzuca ludziom. Jest to taka pewność, że bez względu na te czynniki zewnętrzne Bóg będzie ze mną, a ja nic nie muszę. Nie muszę się ubierać w określony sposób, nie muszę nikomu niczego udowadniać, nie muszę poddawać się pod żadne presje i naciski. Mogę. Mogę zgolić głowę ale mogę też zapuszczać włosy nawet do ziemi. Mogę malować paznokcie i mogę je obgryzać. Co będzie dla mnie korzystniejsze? Co nie zburzy mojej więzi z Bogiem? Czy nie zniszczy to przyjaźni z człowiekiem? Dotyczy to nie tylko wyglądu, ale każdej innej dziedziny – pracy, związków, tego co słuchamy, jemy, naszych zainteresowań, spędzania wolnego czasu itp.

Dziś stwierdzam, że z jednej strony jest to prawda ,,jak Cię widzą, tak Cię piszą” bo ludzkie oko jest nastawione na patrzenie, na odbieranie rożnych obrazów. Zwłaszcza w pewnych środowiskach i miejscach wygląd będzie jakimś kryterium. Od lat panuje kult młodości. I ludzie będą oceniać człowieka po jego wyglądzie, ubraniach itp. Nie zmienia to jednak faktu, że największe bogactwo kryje się w sercu i z niego wychodzi to co dobre, lub to co złe…

Reklamy

2 thoughts on “,,Jak Cię widzą, tak Cię piszą” ?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s