Trudne uczucia…

Jak sobie radzić z tymi ciężkimi uczuciami – poczucie krzywdy, zranienia, niesprawiedliwości, z niechęcią pewnych osób do nas jak i naszą własną do innych… Mam na myśli tych, których my skrzywdziliśmy i którzy nas skrzywdzili. Człowiek zraniony rani innych, to wszystko jest połączone…

Ciągle zadaję sobie takie pytania i wciąż szukam konkretnych odpowiedzi, słów, a może ćwiczeń, które wyzwolą człowieka z wewnętrznych ucisków.

Z mojego doświadczenia mogę wyciągnąć wniosek, że pewne rany leczy czas. Jest to być może banalne i wyświechtane stwierdzenie, tak samo, jak jutro prawdopodobnie wzejdzie słońce, ale jednak prawdziwe.

Czasem gdybam nad przeszłością – bo gdyby ktoś inaczej postąpił względem danej osoby to może potem ona nie dokonałaby takich a nie innych wyborów. Może jest to zwalanie winy na innych i usprawiedliwianie własnych grzechów cudzymi… Niemniej wszystko ma jakiś swój powód.

Główną przyczyną jest diabeł i jego świta, którzy wciąż nakłaniają ludzi do złych uczynków. To jednak wcale nie uspokaja mojego sumienia i nie usprawiedliwia wszystkich niedobrych rzeczy. Przecież każdy ma wolną wolę, swój rozum, którym może sterować i ostatecznie to sam człowiek podejmuje decyzje co zrobi i powie. Nikt nie zasłużył na przykre słowa, na gorsze potraktowanie. Przecież widzę, że jedni są lepiej a inni gorzej traktowani. Jest to dla mnie przykre, tak po ludzku. Oddaję to Bogu, wykrzykuję i wypłakuję. Pytam dlaczego? Widzę wiele niesprawiedliwości, nierówności, nie tak wymarzyłam sobie świat..

Znów dociekam przyczyny. Może w tym wszystkim Bóg ma dla ludzi drogę do wyzbycia się od złudzeń względem otaczających realiów? Może tylko na Nim mamy opierać swoją całą nadzieję, wiarę, nie szukać przyjaźni i akceptacji tam gdzie jej nie będzie.

Nie piszę tego, żeby w jednych rzucać kamieniem, a innych wybielić. Nie jest to też poradnik, piszę to dla siebie, żeby rzucić w eter nieprzerobione i nieprzemielone uczucia. Właściwie to chcę pokazać, że daleko mi do ideału. Jak już pisałam.

A przecież jako katoliczka powinnam okazać miłosierdzie, wybaczyć, zapomnieć i tryskać miłością. Nie zawsze tryskam, czasem są to tylko pojedyncze krople, a innym razem i tego brak. Siłą woli walczę z negatywnymi emocjami, siłą woli opieram niechęć i zaczynam mocno modlić się. ,,Jezu wyzwól mnie z negatywnych uczuć i emocji”. Ściskam w ręku różaniec i wołam do Matki: ,,Maryjo ratuj”.

Czasem gniew odchodzi, obok złych emocji pojawiają się te pozytywne. Przecież ja też nie jestem święta, pewnie też skrzywdziłam nie jedną osobę, a ile jest tych, których mogłam zranić nieprzemyślanym słowem lub niewyraźnym spojrzeniem? To co dla mnie jest normą, dla kogoś mogło być ciosem. Może to ja także dla kogoś byłam lub jestem trudną osobą?

Wciąż uczę się wybaczać, także sobie. Te małe i duże rzeczy. Chcę, żeby mi też wybaczano, nie chowano urazy i zapominano. Uświadamiam sobie, że przecież każdy człowiek walczy. Każdy toczy swój bój, czy to z materią czy to w duszy. Każdy jest też kuszony do złego i dźwiga ciężar swoich słabości, przeszłości i krzywd, które ktoś jeszcze inny wyrządził. Jest tego wiele.

Może to ja przesadzam, może jestem przewrażliwiona i za bardzo czuła na najmniejszy powiew niesprawiedliwości i zła? Może powinnam założyć silną skórę pancernika, tak, żeby wszystko co negatywne odbijało się ode mnie…Zdaję sobie sprawę, że taką jedyną szczepionką na zło jest przecież Jezus. Jedynie od Niego mogę nauczyć się bronić przed przykrymi sytuacjami i tylko On może mnie powstrzymywać przed krzywdzeniem innych i siebie. Wciąż się na to otwieram i proszę Boga, żebym umiała tak walczyć, żeby moje przegrane walki dawały mi wciąż możliwość powstawania. Proszę, żebym nie raniła innych, żebym nie była powodem smutku i łez, a dla tych co byłam, żeby Bóg im ulżył, uleczył i wynagrodził.

Nie jestem sama – wszyscy chodzimy na tej samej ziemi i wszyscy chcemy być szczęśliwi. Uczę się, wciąż studiuję i poznaję wiele rzeczy, jak pierwszoklasistka, która zapisuje nowe literki w zeszycie. Niektóre trzeba powtarzać wiele razy, tak, żeby w końcu nabrały pięknego i dojrzałego kształtu. Żeby stawały się tym, do czego służą – do budowania wyrazów i całych zdań. Tak mnie kształtuj Jezu…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s