Czy jesteś gorąca/gorący?

Jakiś czas temu na zakończenie Mszy zauważyłam pewną wychodzącą Panią. Moją uwagę przykuła jej mina – bardzo, bardzo smutna, przygnębiona, wręcz zrozpaczona. Za nią szedł prawdopodobnie jej mąż lub partner. Kobieta była w średnim wieku. Zastanowiło mnie, że przecież właśnie skończyła się Msza, która dla nas katolików powinna być ucztą duchową. Być może w jej życiu dzieje się jakaś tragedia, która nie pozwala cieszyć się. Widzę jednak po wielu twarzach, że Msza nie jest wcale spotkaniem z Bogiem, ale męczącą godziną, którą trzeba odbębnić raz w tygodniu. Tylko w imię czego trzeba ją zaliczyć, skoro nie wierzy się?

Podobnie jest z ludźmi, którym prawie nic nie podoba się w Kościele i w prawie nic nie wierzą. Mówią, że przecież Boga nikt nie widział, nikt z Nieba nie wrócił, a księża to oszuści i materialiści. W co tu wierzyć? Pytam się, po co w takim razie chodzić do Kościoła, skoro dla nich to puste słowa i nic nie znaczące przekonania? Czy nie jest to jakieś oszukiwanie siebie? Robienie wbrew sobie tylko dlatego, bo tak wypada, bo co sąsiedzi powiedzą, bo to taki obowiązek…?

Gdy mówię, że ominęły mnie pewne złe rzeczy w życiu bo wierzyłam i ufałam, to spotykam się z niezrozumieniem od osób, które mienią się mocno wierzącymi. Gdy mówię, że nadal wierzę, że Bóg nieraz mi pomógł i wszystko jest od Niego to napotykam jakiś mur zdziwienia, może ośmieszenia, jak bym była wariatką. Z jednej strony jestem – szaloną w tym świecie, że idę za Jezusem, bo czasem trzeba taką być…Z drugiej strony na tym polega nasza wiara – na nadziei i zaufaniu. Gdy otwarcie mówię, że poddaję się woli Bożej, jeśli czegoś nie mogę zmienić, jeśli deklaruję, że Bóg to mój Ojciec i pomoże mi w najlepszy sposób (nie zawsze według mnie najlepszy) wciąż spotykam się z dezaprobatą, może z zaszufladkowaniem, że jestem już tylko straconą dla świata dewotką…

Co tydzień w niedzielę wyznajemy naszą wiarę, ile osób jest tym zainteresowanych…Zszokowała mnie pewna rzecz, o której opowiadał ksiądz Piotr Glas, że podczas egzorcyzmu diabeł stwierdził, że na Mszy w jakimś pełnym ludzi Kościele tylko 3 osoby wierzyły. Tym Kościołem może być ten do którego i ja uczęszczam. Czy tak naprawdę wierzę? Czy chociaż próbuję?

Jeśli według niektórych nie ma nic, a pójście na Mszę jest oficjalnym pokazaniem się sąsiadom to lepiej być zimnym. To tak jak przychodzić w odwiedziny do rodziców tylko dlatego, żeby babcia widziała lub żeby sąsiedzi myśleli o mnie, że jestem taka dobra córka, albo co gorsza, żeby coś dostać… Czy rodzicom nie będzie przykro, że nie są to odwiedziny dla nich samych…?

W moim życiu też pojawiają się wątpliwości i gorsze dni, pokusy i złe myśli. Nieraz nie przypominam osoby wierzącej, ale jakiegoś zamkniętego w sobie gbura. Próbuję jednak wstawać i wierzyć w Boże Miłosierdzie, w Jego miłość. Staram się walczyć ze swoją słabością i wołać o pomnożenie wiary!

Jezu nie pozwól zamienić mojego serca w kamień, Jezu nie pozwól mi pogrążyć się w ciemności, gdy wokół będę spotykać się ze sprzeciwem i ośmieszeniem mojego podejścia do wiary…

,,Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś. Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust. Ty bowiem mówisz: „Jestem bogaty”, i „wzbogaciłem się”, i „niczego mi nie potrzeba”, a nie wiesz, że to ty jesteś nieszczęsny i godzien litości, i biedny i ślepy, i nagi. Radzę ci kupić u mnie złota w ogniu oczyszczonego, abyś się wzbogacił, i białe szaty, abyś się oblókł, a nie ujawniła się haniebna twa nagość, i balsamu do namaszczenia twych oczu, byś widział” (J3,15-18)

Reklamy

2 thoughts on “Czy jesteś gorąca/gorący?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s