Skrajności

Obserwuję u siebie tak różne i przeciwstawne emocje. Od radości po smutek, od optymizmu po stany smutku. Taka natura. Ludzka. Nie jestem tylko czarna albo biała, ale wielobarwna, a poszczególne kolory mogą mieszać się ze sobą tworząc kolejne odcienie.

Czasem chcę tego, kolejnego dnia już nie chcę, innym razem w ogóle nie wiem co będzie dla mnie lepsze.

Nieraz czuję lęk, jakiś strach. Przed czym? Przed sobą, przeszłością, przyszłością. Zapominam o miłości i zaufaniu Bogu, a daję ponieść się złu…

Innym razem czuję ogromną chęć do modlitwy i pójścia za Jezusem…

Czasem skrajnie mi się nie chce, żeby potem tryskać energią.

Nieraz jakaś rzecz potrafi mnie ucieszyć, następnego dnia nie wiem co w niej widziałam.

Bywam aniołkiem, miła, uprzejma i wesoła, bywam też zła, naburmuszona i męcząca.

Bywa, że chcę być sama i zamknąć się w swoim świecie, ale potrzebuję też ludzi i ich obecności.

Raz mam poczucie spełnienia, kiedy indziej wydaje mi się, że błądzę.

Zmieniam zdanie i nie tylko dlatego, że „kobiety zmienne są” ale dlatego, że na pewne rzeczy mogę spojrzeć inaczej z perspektywy czasu, nawet jeśli jest to tylko kilka dni.

Zaczynam akceptować w sobie tę zmienność, to, że człowiek nie jest prostą istotą, którą da się jakoś skwalifikować i opisać w trzech zdaniach. Zaczynam oswajać się z tym, że pewne rzeczy, myśli, stany zawsze będą płynne, że nie da się ludzi zamknąć w jakąś ramkę.

Nadal czasem będę chciała płakać, a kiedy indziej będę śmiać się z byle powodu. I to także jest piękne, jest częścią mnie i mojego życia.

Jest jeszcze tyle do poznania w sobie i w innych ludziach. Tyle do zaakceptowania, ale także do uzdrowienia i zagojenia.

Podchodzę teraz do siebie łagodniej, nie z nienawiścią ale bardziej z wyrozumiałością. Z perspektywy czasu widzę jak bardzo byłam kiedyś dla siebie surowa. Za surowa. Jakim byłam dla siebie wręcz tyranem. Ile czasem potrzeba lat i pracy nad sobą, żeby zacząć siebie lubić…Ale było warto i ciągle jest warto!

Reklamy

2 thoughts on “Skrajności

  1. Ja bym powiedziała, że ma to zastosowanie do postawy życiowej. Wszyscy ludzie popadają w jakąś skrajność: jedni nienawidzą kościoła i księży, drudzy zapatrzeni są i zakochani po uszy. Inni wolą fast foody inni preferują zdrowe odżywianie, różnego typu są skrajności nie tylko społeczne, ale osobiste. Jednak nie popadać ze skrajności w skrajność oznacza starać się być po środku.
    Człowiek który nie popada ze skrajności w skrajność, to osoba, która zawsze stara się dojść do zgody, przede wszystkim z samym sobą. Jest osobą trzeźwo myślącą ale i pokorną. Nie jest ani dobra, ani zła. Ani bogata, ani biedna. Ani smutna, ani szczęśliwa. We wszystkim widzi drugą stronę medalu, ale nie opowiada się ani za jedną ani za drugą stroną. Nie należy tego mylić z obojętnością. Jest jednocześnie ogniem i wodą. Jak trzeba to komuś przypieprzy, a jak trzeba to pocieszy, jednak nigdy nie robi tego na pokaz tylko kieruje się dobrem drugiej osoby i swoim. Umie tak dobrać swoją postawę, aby być w równowadze.
    Czyli Ania popadać ze skrajności w skrajność to normalna rzecz. Zawsze możesz być po środku 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s