Odporność psychiczna

Jest równie ważna co i odporność fizyczna. O ile możemy przyjmować odpowiednie suplementy, hartować organizm na świeżym powietrzu i zdrowo się odżywiać, o tyle nasza psychika wymaga innego poświęcenia. Zresztą jedno na drugie ma wpływ i zawsze dziwiłam się, że lekarze zajmują się tylko ciałem, nie wspominając nic o duchu. Przynajmniej takie odnosiłam wrażenie ze swoich doświadczeń. Leczony był tylko jeden konkretny organ, tak jakby żył on swoim własnym i oddzielnym życiem. A stan naszego wnętrza – tego niewidzialnego dla oka, mikroskopu czy usg ma ogromny wpływ na stan ciała.

Teraz dostrzegam, że miałam racje. Wiele moich dolegliwości było związanych ze stresem. Gdy stres mijał, gdy zaczynałam patrzeć na siebie łagodniejszym okiem, zaczęły znikać niezidentyfikowane bóle brzucha, klucia w sercu i tym podobne. Był to proces, który trwa nadal.

Widzę jednak jak bardzo kiedyś „zjadałam” negatywne słowa skierowane do mnie. Jak analizowałam także swoje wypowiedzi, ile zajmowało mi to czasu, energii i siły. Wsiąkałam w siebie przykrości jak gąbka wodę. Gdybym wtedy wiedziała to co teraz…

Zdałam sobie sprawę, że bardzo dużo zależy ode mnie. Od moich reakcji. Niby wielokrotnie o tym słyszałam i czytałam, ale dopiero gdy coś naprawdę dotrze do człowieka może wydać jakiś konkretny owoc. Tak było w moim przypadku. Przede wszystkim ważniejsze jest to co sama o sobie myślę niż ktoś kto zna mnie tylko pobieżnie, może nawet nie chcąc spojrzeć głębiej. Po drugie jeśli zacznę się złościć, martwić czy wręcz nienawidzić, to tak naprawdę będę niszczyć siebie. To niby taka oczywistość, ale reakcji organizmu nie da się oszukać. Odczułam jednak, że czemu ja mam cierpieć za to, że ktoś chciał na kimś wylać swój kwas. Po prostu dotarło to do mnie. W końcu i wreszcie. Małymi kroki i jeszcze nie w pełni. Szkoda, że nie odkryłam tego wiele lat temu, kiedy tak bardzo zamartwiałam się jak inni mnie odbierają. Czy mnie lubią, czy nie zraniłam kogoś, czy się nie wygłupiłam, czy nie zrobiłam czegoś źle. Traciłam cenny czas na coś co i tak niczego nie zmieni, i nic mi nie da.

slonce

Nie chcę pozwalać innym niszczyć swojego zdrowia. A tak naprawdę żyjąc w stresie i narzekaniu sama będę je niszczyć. Nie wszyscy muszą mnie lubić, nie każdy musi mnie odbierać tak jak ja bym sobie tego życzyła. Tak jak i ja mogę mieć swoje zdanie…Gdy usłyszę coś negatywnego staram się powiedzieć sama do siebie, że nie pozwolę, żeby ktoś lub coś zniszczyło to poczucie własnej wartości, które tyle lat buduję. Żadna czyjaś chwila słabości nie jest warta mojego złego samopoczucia, bo już za długo byłam naiwna i łatwowierna. Teraz chcę wierzyć w siebie, a nie w czyjeś obiektywne przypuszczenia.

Zobaczyłam też, że wiele rzeczy wyolbrzymiałam. Nie było aż tak źle, tylko w mojej małej – wielkiej wrażliwości urastało do rangi ogromnych zranień. Byłam za bardzo przewrażliwiona. I nie wszystko co ludzie robią czy mówią musi być skierowane przeciwko drugiemu. Przecież i ja też mogę nie raz powiedzieć coś przykrego nie wiedząc nawet, że kogoś nieświadomie zraniłam. I równie dobrze i ja mogłam źle odczytać czyjąś reakcje…

Myślę, że jednak większość ludzi nie ma wcale złych intencji, może po prostu nie umieją inaczej wyrazić pewnych własnych przemyśleń, może mówią pewne rzeczy ze strachu i sami boją się zranień, więc atakują…

Za bardzo skupiałam się na tych złych rzeczach, nie dostrzegając dobrych. Za mało widziałam pozytywnych cech w ludziach i tego, że jest też wiele osób, które chcą dla mnie dobrze. Niestety nieraz jedna rzecz, która zaboli potrafi dłużej zostać niż dziesięć dobrych…

Nie patrzymy na siebie tak doskonałym i czystym sercem jak Jezus. Widzimy w innych tylko jakiś skrawek, podobnie i oni tak nas odbierają. Ludzkie dążenie do doskonałości chciałoby, żeby było idealnie. Ale i ja za często miałam o sobie negatywne zdanie, które także było niesprawiedliwym sądem skierowanym na siebie samą.

Wierze, że jednak w ludziach jest więcej dobrego. Chcę w to wierzyć.

Lubię ludzi i uczę się kochać. Zaczęłam od siebie. Teraz idzie to w parze – kochać siebie i bliźniego. Bardzo niedoskonale i czasem z potknięciami, ale wiem jaki mam cel. Nauka i próby trwają.

Łagodniejsze spojrzenie na siebie owocuje łagodniejszym spojrzeniem na innych. Jak odbieram siebie często ma wpływ jak widzę otaczający świat. Jeśli siebie nienawidzę to i świat mogę odbierać jako czyhające na mnie zło. Jak zaczęłam lubić siebie, zobaczyłam, że wszystko wokół mnie także może być piękne i przyjazne.

Jeśli łapię „doła” i kryzys wszystko naokoło zaczyna mnie denerwować i myślę, że moja sytuacja jest najgorsza na świecie. Potem widzę siebie w pewnym dystansie i dostrzegam, że znów wyszło słońce przed moimi oczami…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s