Do wieczora

Życie z perspektywy jednego dnia. Kiedy usłyszałam, że właśnie tak najlepiej podejść do swojej pracy czy powołania,  nie chciałam w to wierzyć. Trudno było mi przyjąć, że mogłabym ot tak zrezygnować z gdybania o przyszłości, planowania ze szczegółami co będzie za tydzień, miesiąc czy rok. Przywykłam do zastanawiania się jak poradzę sobie z daną rzeczą czy zadaniem w perspektywie całego życia. Nieraz przerażały mnie wizje tego, że coś może trwać 10, 20 lat lub do śmierci… A chodzi o to, żeby na swoje życie popatrzeć jak na jeden konkretny dzień, który jest przede mną.

Dopiero z czasem dojrzałam, żeby bliżej przyjrzeć się tej koncepcji, właściwe zaczęło wypływać to naturalnie. Jakby moja psychika sama broniła się przez mnogością i ilością rosnących myśli 🙂

I dziś uważam, że jest to świetna alternatywa dla mojego wcześniejszego podejścia.

Jak to wygląda u mnie?

Budzę się i czasem po prostu nie chce mi się wstawać, nieraz jest to walka ze sobą, swoją słabością i materią. Wtedy myślę : „Byle do wieczora”. I wiem, że muszę po prostu przetrwać te parę godzin, które są przede mną. Kilka godzin do wieczora. Ten dzień minie a wraz z nim trudności, które wydawały mi się nie do udźwignięcia. „Dosyć ma dzień swojej biedy”

Muszę wykonać pracę, przeznaczoną na ten konkretny czas, a nie na całe życie. W tych kilku godzinach mam zrobić to co do mnie należy.

Wstaję i działam. Nowa doba, nowe działania, nowe nawrócenie, nowy krok. Ta świadomość, że wieczór przyniesie koniec pracy i obowiązków w pewien sposób ratuje mnie przed pojawiającą się nieraz niechęcią i znużeniem.

Takie podejście nie jest jednoznaczne z infantylnym rozumieniem formuły „żyj chwilą” i brakiem troski o przyszłość. Nadal planuję i kroję wizję tego co ma nadejść. Nie jestem jednak w stanie naraz i od razu udźwignąć całego ogromu wysiłku, jaki będę musiała włożyć przez całe życie wypełniając powołanie żony, matki, siostry zakonnej, kierowniczki, gospodyni domowej, lekarki, nauczycielki (…) Mogę to rozłożyć na poszczególne dni i budząc się mam energię dokładnie na jeden dzień. Zanim nastanie wieczór wypełnię swoją misję. Lepiej lub gorzej, ale zrealizuję ją tak jak potrafię.

Mój sen daje mi regenerację na resztę jednej doby. Nie starczy mi sił, żeby wykonać pracę na cały miesiąc, czy tydzień. A jeśli nawet próbuję czuję ogromne wyczerpanie. Moja aktywność kończy się wraz z nastaniem nocy, potem muszę po prostu położyć się spać. Nawet jeśli ktoś pracuje na trzecią zmianę to zazwyczaj i tak w ciąga dnia po prostu odsypia. Tak jesteśmy stworzeni:) Sen po prostu jest niezbędny.

Wizja kilku godzin, a nie całego życia jest dla mnie pewną ulgą. Daje mi tą pewność, że jestem w stanie wykonać małą, określoną czynność, tu i teraz. Ta praca w ciągu całego życia złoży się na porządny dorobek mojego istnienia.

Do dzieła – do wieczora!

Reklamy

2 thoughts on “Do wieczora

  1. Żyj z całych sił i uśmiechaj się do ludzi bo nie jesteś sam, Śpij, nocą śnij
    Niech zły sen Cię nigdy więcej nie obudzi
    Niech dobry Bóg
    Zawsze cię za rękę trzyma….:)
    To mój ulubiony tekst
    Dżem do kołyski

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s