Błogosławiona samotność…

Jest taka samotność, która jest udziałem każdego człowieka, niezależnie od stanu cywilnego i tego czy się w to wierzy – tęsknota za Bogiem.

Kiedyś przeczytałam lub usłyszałam, że w życiu następuje taki moment, że wszystko trzeba oddać. Także tych najbliższych. Zostawić swojego męża, żonę, dzieci, rodzeństwo, rodziców, pracę, dom… W chwili śmierci wszyscy tego doświadczymy, jednak czasem następuje to znacznie wcześniej. I wcale nie musi to oznaczać dramatu i beznadziei ale doświadczenia wewnętrznej wolności.

Ciągle się tego uczę.

Bo przecież wszystko należy do Boga. On mi pożyczył to co mam. Wydzierżawił ziemię po której chodzę, pracę, pieniądze, mieszkanie, nawet męża (chociaż to jedyny taki rodzaj miłości). Mąż też należy do Ojca i do Niego powróci. Jak ja i Ty. Dlatego każde uzależnienie od człowieka, pieniędzy, miłości, pracy wiąże się z bólem rozstania. I albo już tutaj nauczymy się być wolni od niezdrowych relacji z ludźmi i rzeczy materialnych, albo śmierć nas z tego – czasem brutalnie – obedrze…

Uświadamiając sobie, że Bóg na nas czeka i że tam jest nasze stałe miejsce odczuwam faktycznie pustkę i brak. To niezaspokojenie ziemskimi sprawami, bo one zawsze będą mniejsze od Boga.

Pozostanie miłość. Uczę się takiej miłości, która nie będzie przywłaszczać, która nie będzie dzielić na moje i Twoje, która nie będzie szukała swego…Uczę się wolnej miłości do osób które mnie otaczają, pamiętając, że nie są moją „własnością” i muszę im dać wolność. Bóg właśnie taką miłością obdarowuje człowieka – nie zmusza, nie zniewala… Diabeł uciemięża swoją zaborczą nienawiścią. Miłość osaczająca jest szkodliwa i tak naprawdę jest jakimś bólem, zranieniem, krzywdą którą ktoś kiedyś doświadczył lub doświadcza i próbuje zawłaszczyć kogoś lub coś dla siebie…

To taki lęk przed odrzuceniem, samotnością, przed zranieniem… To zrozumiałe… Raczej większość ludzi boi się tego… Dlatego próbują zamknąć w klatce, kontrolować i nie wypuszczać, żeby ptak nie odleciał… Wolny, kochający ptak zostanie, bo będzie kochał, a nie dlatego, że musi bo jest zamknięty pod kluczem…

Odrywanie od świata i ludzi to nieraz bolesny proces. Matkę boli, że dziecko opuszcza dom, małżonek cierpi, bo mąż/żona odeszli do kogoś innego lub umarli…

Uczę się wszystko „oddawać” Bogu, to co wydawało mi się, że jest moje… Tak naprawdę wcale Bogu niczego nie oddaję tylko przyznaję, że jest Jego.

Nie znaczy to, że nic nie ma mnie interesować. To wszystko dla mojego pożytku, bo im bardziej będę teraz wolna, tym mniej ogień czyśćcowy będzie miał we mnie do niszczenia… Tym bliżej będę Boga im mniej będę przynależała sercem do świata. Ja w tym świecie jestem i będę. I podoba mi się to co Bóg stworzył i mi dał. Wcale nie chcę opuszczać bliskich mi ludzi. Chcę kochać tak jak Bóg. Tej miłości musi On mnie nauczyć. Sama z siebie jej nie wydobędę ani nie stworzę. Po ludzku będę chciała przywłaszczać po Bożemu oddawać…Oddawać, żeby przyjmować. Jego i innych. Moje serce ma kochać miłością nieuzależniającą. Ma być wolne od świata, żeby Bóg mógł wlać w nie miłość. Do pełnego już nic więcej nie da się wsadzić. Tylko coś pustego można napełnić.

Przychodzi taki moment, w którym odczuwa się, że tylko Bóg może zaspokoić ludzkie serce… Tęskni się niezależnie czy jest się singlem czy małżonkiem… Wtedy zostaje tylko Bóg… Bóg sam zostaje z człowiekiem…

Taka błogosławiona samotność, która jest zaproszeniem do szukania Boga. Dlatego tak ją nazwałam. Jest to na pewno trudne zaproszenie, bo łatwiej jest najeść się na szybko byle czego, żeby tylko zaspokoić pierwszy głód niż czekać gotując obiad…

Myślę jednak, że jest to zaproszenie od samego Boga, który próbuje w jakiś sposób ukazać, że jest ktoś jeszcze, kto nigdy nas nie zostawi. Że jest On w tej samotności…

Reklamy

2 thoughts on “Błogosławiona samotność…

  1. Dziękuję za komentarz Avemi:) Nie wiem, czy dobrze Cię zrozumiałam – czy masz na myśli, że jeśli Bóg wypełnia człowieka to nie może czuć samotności? Bo oczywiście w tym sensie nikt nie jest sam:) Mi tu chodziło o samotność, której nie wypełni żaden człowiek, a Bóg nie zawsze daje się „odczuć”. Czasem jest to doświadczenie Jego braku i wtedy jest tęsknota za Nim… Czekam na Twoją interpretację 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s