Najważniejszy „egzamin”

Bałam się sprawdzianów w szkole. Potem egzaminu do szkoły średniej. Tam też były kartkówki, pytania, testy i w końcu matura. Egzamin dojrzałości… Tylko z jakiej dojrzałości? Wykucia na pamięć nazw, symboli i wzorów? Bo na pewno nie z życia… Niestety tej nauki było w szkole za mało. Czasem szkołą życia dla niektórych mogły być przerwy, traktowanie przez innych uczniów, dom rodzinny, podwórko, choroby…

Jeszcze dalej był strach przed egzaminami na studia i znów kolokwia, wejściówki, egzaminy… Przecież to było takie ważne, żeby dobrze wypaść i zaliczyć. Jeszcze tego się nauczyć, tamto zapamiętać, tę książkę przeczytać i te notatki skopiować..I proszę mnie dobrze zrozumieć – wykształcenie jest ważne, nauka i wiedza. To może się przydać i nie pójdzie na marne… Gdybym jednak wiedziała to co teraz… Gdyby mi ktoś powiedział, że jeśli nie zapamiętam budowy pewnego pierwotniaka to naprawdę nic się nie stanie i że jeśli będę miała gorszą ocenę z jakiegoś przedmiotu to wcale nie będzie znaczyć, że jestem gorszym człowiekiem…Teraz to wiem. Wiele niepotrzebne stresu.

Potem rozmowy kwalifikacyjne. Jak wypadnę. Jak mnie ocenią i zweryfikują. Oby mnie przyjęli, obym awansowała, oby…

Gdybym wiedziała, ze te wszystkie egzaminy wcale nie są najważniejsze. Gdybym wiedziała, że to co jest sensem i celem znajduje się zupełnie gdzie indziej. Życie zweryfikowało, że piątki i czwórki na świadectwie nie zapewnią pewności siebie, sukcesu, szczęścia ani nawet dobrej pracy. To jest coś bardziej złożonego. Ile jest osób, które nie radziły sobie w szkole, nie skończyły żadnej „lepszej” uczelni, a radzą sobie w życiu znacznie sprawniej niż ci, którzy mogą szczycić się samymi paskami na świadectwach…

Najważniejszy „egzamin” przychodzi teraz. I będzie przed Bogiem.

Nauka kochania kogoś kto mnie nie lubi bywa trudniejszą szkołą niż zaliczenie przedmiotu.

Nie wystarczy zapamiętać dekalogu i przykazań kościelnych…To nauka pokonywania własnych słabości, wybaczania i zapominania krzywd.

Szkoła u Boga.

Jezus będzie wystawiał piątki z zupełnie innych przedmiotów niż ziemscy nauczyciele… Oni są naszą pierwszą placówką, podstawą. Potem dobrze jest obrać inny wydział. Specjalizację serca, miłości a czasem nawet miłosierdzia. Na szczęście nie ma tutaj ograniczeń ani wiekowych, finansowych, czy czasowych. W konfesjonale można zaliczać poprawki wielokrotnie. Do końca życia.

Najlepszy dyplom jaki można zdobyć to życie wieczne przy Bogu.

Najbardziej sprawiedliwa ale jednocześnie najbardziej miłosierna „komisja egzaminacyjna” to Trójca święta.

Boję się ale jednocześnie czekam z utęsknieniem, z ufnością, że nie zostanę skrzywdzona, oszukana czy też odrzucona. Bo jestem kochana. Nie tak jak świat kocha, ale tak jak Bóg.

Egzamin z całego świadomego życia. Jeśli stanę przed innymi ludźmi, których znałam to i także oni będą moimi „sędziami”. Zdam relacje jak ich traktowałam, jaką byłam dla nich siostrą? Jeszcze nie wiem co się okaże na końcu, ale czuję, że powinnam się spieszyć – kochać ludzi…

Reklamy

4 thoughts on “Najważniejszy „egzamin”

  1. Jednym słowem całe życie stresy, ja pamiętam jak nauczycielka od polskiego wzięła kiedyś moje wypracowanie i przeczytała na głos przy całej klasie i wszyscy w śmiech. A ja się wkurzyłam wstałam wychodząc trzasnęłam drzwiami i się popłakałam. Na dodatek trafiłam do dyrki, bo trzasnęłam drzwiami. Chore, ale wcale mi się nie chciało uczyć nie miałam mobilizacji. Wolałam matematykę dzięki temu łatwo zapamiętuje liczb. Egzaminy w szkole i na uczelni to nie to samo co egzamin z życia. Jednak to co się nauczyło zawsze jest przydatne. W tych czasach najlepiej być prawnikiem, lekarzem dobrym, majsterklepką bo wszystko kosztuje 🙂 A to co się człowiek sam nauczy to jego ! Wiedza to podstawa, ale bywa, że można się skompromitować. Wtedy trzeba pamiętać, że jest jeszcze takie coś jak dobro i pobożność, to ma nawet większą wartość w oczach Bożych niż cała wiedza, bo i tak nie jesteśmy w stanie wszystkiego wiedzieć.
    Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

    1. Alu dziękuję za Twoje szczere świadectwo! Cóż, nie wiem jakie motywy miała Twoja nauczycielka, ale dla dziecka to może być trauma…Jak dla mnie to musiałaś mieć odwagę, że wyszłaś i trzasnęłaś tymi drzwami. Moim zdaniem to zdrowa reakcja dziecka, z którego śmieje się klasa…Nauczyciele też się uczą całe życie…

      Polubienie

      1. Ja z nauczycielami stale miałam problemy, kiedyś nawet ktoś mnie oskarżył, że okno popsułam w szkole, a ja chciałam tylko otworzyć i jakiś nakablował na mnie, albo, że na przerwach gramy w piłkę papierową i rysujemy podłogę gumą od butów. To fakt miałam wysoki temperament i być może adhd, ale wtedy tego nie znaju, tak jak teraz. Przez to wiele osób leczy się z tego w dorosłym życiu…

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s