Pomimo grzechu

Upadam. Bardzo! Mogłabym zadziwić jak bardzo. 🙂 Zapewne ktoś, kto pisze o Bogu powinien kojarzyć się z bezgrzesznością i świętością… Na pewno są takie osoby, wspaniałe autorytety… Czasem jednak niedościgłe, bo Bóg prowadzi różnymi drogami. Może są to tylko zbyt przesłodzone biografie świętych?

Gdy zgrzeszę myślą, czy słowem przychodzi w końcu opamiętanie i jasność własnej słabości. Wtedy diabeł zaczyna swoją rolę. Czuję się podlę, nic nie warta, taka grzeszna i beznadziejna. Wstyd mi, bo jak ja mogę pisać bloga o Bogu, po co modlę się, po co chodzę do kościoła, skoro taka jestem? Za każdym razem podobne scenariusze i uświadamiam sobie, że zły chce mnie zniszczyć. Chce, żebym odeszła od Boga, bo człowiek tak podły i grzeszny jak ja nie może zbliżyć się do świętości Ojca… O ile jest to prawda, że ludzka natura jest upadła i słaba, o tyle właśnie Jezus jest dla mnie! Nie jestem ani lepsza ani gorsza od wielkich świętych, to łaska podtrzymuje człowieka…

Jezus przyszedł po mnie i do mnie, właśnie takiej mnie potrzebuje i najgorsze co mogę zrobić to zamknąć się w sobie i we własnej nędzy. A właśnie, że nie. Przepraszam Jezusa za swoje grzechy, ale nie odchodzę od Niego. „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników”. (Mt 9, 12-13). Czyli mnie! Jeśli oczekuję od siebie tego, że nikt ani nic do końca życie mnie nie zdenerwuje to właśnie wtedy rozczaruję się i moja frustracja będzie rosła. Będę potępiać się za grzechy i czekać na idealny moment, kiedy Bóg w końcu stwierdzi, że może obdarzyć mnie łaską. Mogę pogodzić się i zgodzić na to, że nie jestem krystalicznie czysta i pewnie nie będę. Przynajmniej na tej ziemi. Pracuję nad sobą ale być może z pewnych wad nigdy nie wyjdę. Chodzi o to, żeby iść za Bogiem pomimo upadków, wad i grzechów. Kiedy trzeba idę do spowiedzi, przepraszam, chcę być lepsza, kochać, ale i za setnym razem może mi nie wyjść tak jak bym sobie życzyła… Nawet po tysięcznej przegranej mam wstać, strzepać z myśli diabła i powiedzieć, że, i tak jestem ukochaną córką Jezusa.

Nic ani nikt nie może rozdzielić mnie z Bogiem, nawet grzech. To pułapka diabła, który chce wtrącić człowieka do piekła. Idę wciąż świadoma własnych wad i ułomności. Drepczę za lekarzem, przyjacielem, opiekunem. Nie muszę przed Nim udawać kogoś lepszego, bo On nie potrzebuje faryzeuszy. To nie zdrowi ale chorzy potrzebują lekarza. A ja jestem chora na wiele grzechów i słabości. Chcę, żeby Jezus zmieniał mnie i uzdrawiał. Uczę się cierpliwości i zgody na własne upadki…

Reklamy

2 thoughts on “Pomimo grzechu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s