Odzyskiwana wolność

Wiele razy słyszałam, że powinnam być inna, więcej ważyć, potem mniej, zmienić fryzurę, ściąć, zapuścić, mieć inny charakter, być bardziej rozmowana, lub mniej… Długo myślałam, że ze mną jest coś nie tak, że nie jestem taka jak POWINNAM BYĆ. Źle czułam się ze sobą, bo uważałam, że to co słyszę jest właściwe, a ja sama jeszcze jestem „niedorobiona” (w tej chwili nie przychodzi mi do głowy lepsze określenie). Gdzieś z tyłu głowy miałam to, że coś „muszę”, „powinnam”, „trzeba”, „nigdy”, „zawsze”… Nie tylko niektórzy ludzie wokół mnie, ale media i presja społeczeństwa naciskają zwłaszcza na kobiety, że jeśli nie wpasują się w jakąś statystykę i schemat, to po prostu nie będą szczęśliwe, nie znajdą pracy, chłopaka i nie wiadomo czego jeszcze…Dziś niemal śmieszy mnie to… Kiedyś naiwnie wierzyłam w pewne słowa, bo myślałam, że taka jest PRAWDA. Odnosiłam ją do siebie i wciąż byłam niezadowolona, bo chciałam zrealizować jakiś plan, który nie był moją wizją ani marzeniem. Jako młoda dziewczyna wsiąkałam toksyczne hasła jak gąbka wodę i zatruwałam nimi swoją psychikę. Gdybym wiedziała to co teraz… Uwolnienie się z pewnych rzeczy trwa nadal. Niemniej dociera do mnie wolność, ta którą daje Jezus, ta, która niczego nie każe, ale pozwala…

Nie muszę, a wręcz nie powinnam wpasowywać się w czyjeś ramki. Kwas innych powoli zabija. Dotyczy to zarówno wyglądu, osobowości, poglądów, pracy, zainteresowań…

Pół życia przepraszałam za to, że żyję, za to jaka i kim jestem. I po co? Próby wpasowania kończyły się tym, że nawet nie wiedziałam kim ja właściwie jestem. Niby chciałam być sobą, ale taką, żeby być zaakceptowaną.

Do dziś mam odruch lęku przed odrzuceniem, przed tym, że ktoś się obrazi bo wypowiem swoje zdanie. Czasem łapię się na tym, że „naginam” siebie, żeby kogoś nie urazić… Nie jest to jednak „zaparcie się siebie” o jakim mówi Jezus, bo próbowałam podobać się ludziom a nie Bogu. Dziś staram się to zmieniać, a konkretnie Jezus przemienia mnie, żebym żyła Jego siłą, a nie swoją małą, taką niepewną i chwiejną.

Najważniejsze to nie utracić Boga. Jeśli ludzie będą chcieli odejść nie zatrzymam ich na siłę. Nie zatrzymam ich także niszcząc siebie. To nie jest miłość. Miłość daje wolność. Tak jak Bóg daje, nie tak jak ci, którzy często swoje zainteresowanie i szacunek opierają na wielu warunkach. Czy na pewno zależy mi na sympatii takich ludzi? Czy warto ubiegać się o uwagę tych, których „miłość” jest uzależniona od licznych czynników? Cokolwiek nie zrobię, nie powiem, nawet jak oddam wszystko to i tak będzie mało. Tak naprawdę potrzebują Boga, jak ja, tylko być może jeszcze tego nie odkryli…

Nie chcę karmić się czyjąś sympatią i na siłę udowadniać, że da się mnie lubić. I tak znajdzie się coś, co nie przypadnie komuś do gustu.

Modlę się o tę wolność wewnętrzną i czuję, że Bóg wysłuchuje moich modlitw.

Podobać się Bogu, Jego naśladować, być w Niego wpatrzoną, a wtedy coraz mniej będę martwić się opinią innych. Im mniej staram się przypodobać ludziom, a więcej Bogu tym bardziej potrafię kochać innych. Im bardziej chcę wgłębiać się w Jezusa tym więcej czuję się wolna wobec ludzi. Można to także nazwać dystansem, o którym już pisałam. Staram się mniej skupiać na tym jak wypadnę a więcej na samym życiu.

„Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się lęka.” (J 14,27)

Reklamy

7 thoughts on “Odzyskiwana wolność

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s